Hotele
Linie lotnicze

Artykuły chętnie czytane na stronie

Podróże

Czytaj też

Obowiązek noszenia kasku na nartach we Włoszech – nowe przepisy dla wszystkich

Włochy wprowadziły przełomowe zmiany w przepisach dotyczących bezpieczeństwa na stokach narciarskich. Od sezonu zimowego 2025/2026 obowiązek noszenia kasku dotyczy wszystkich narciarzy, snowboardzistów oraz osób uprawiających inne sporty zimowe, bez względu na wiek. To pierwsze takie rozwiązanie w Europie, które obejmuje zarówno dzieci, młodzież, jak i dorosłych.

We Włoszech na stoku każdy musi mieć kask. Nie ma wyjątków wiekowych. fot. travelerdeluxe


Nowe prawo obowiązuje na wszystkich oficjalnych trasach narciarskich we Włoszech, w tym na stokach zjazdowych, w snowparkach oraz na wyznaczonych trasach dla sanek i innych sportów zimowych.

Kogo dokładnie dotyczy obowiązek kasku we Włoszech


Zgodnie z nowymi przepisami, kask musi nosić każda osoba przebywająca na stoku, która:

jeździ na nartach,
uprawia snowboarding,
korzysta z sanek,
bierze udział w innych zorganizowanych aktywnościach zimowych na trasach.

Nie ma wyjątków wiekowych. Oznacza to, że również doświadczeni dorośli narciarze i instruktorzy muszą mieć kask ochronny.

Jaki kask jest wymagany


Kask używany na włoskich stokach musi:
być przeznaczony do sportów zimowych,posiadać europejski certyfikat bezpieczeństwa, najczęściej EN 1077,
być prawidłowo zapięty podczas jazdy.

Kaski rowerowe lub inne, nieprzystosowane do sportów zimowych, nie spełniają wymogów przepisów.

Mandaty i kary za brak kasku na stoku.


Nieprzestrzeganie nowych przepisów wiąże się z realnymi konsekwencjami. We Włoszech kontrole na stokach prowadzą służby porządkowe oraz obsługa ośrodków narciarskich.

Za jazdę bez kasku grozi:mandat w wysokości od około 100 do 200 euro,
w przypadku powtórnego naruszenia przepisów możliwe jest czasowe odebranie skipassa, nawet na kilka dni.

Oznacza to, że brak kasku może nie tylko kosztować, ale też całkowicie zepsuć wyjazd narciarski.

Dlaczego Włochy wprowadziły obowiązek dla wszystkich


Decyzja o wprowadzeniu powszechnego obowiązku noszenia kasków ma związek z:
rosnącą liczbą wypadków na stokach,
coraz większym ruchem narciarskim w popularnych regionach jak Dolomity czy Alpy Włoskie,
danymi medycznymi pokazującymi, że urazy głowy są jednymi z najczęstszych i najgroźniejszych kontuzji zimowych.

Władze włoskie podkreślają, że celem zmian jest poprawa bezpieczeństwa, a nie karanie turystów.

Co to oznacza dla turystów z Polski


Włochy są jednym z najczęściej wybieranych kierunków narciarskich przez Polaków. 

Nowe przepisy oznaczają, że:
każdy uczestnik wyjazdu musi mieć własny kask,
brak kasku u dorosłego nie jest już „dopuszczalny”, jak w wielu innych krajach,
organizatorzy wyjazdów, szkółki narciarskie i wypożyczalnie coraz częściej wymagają kasku już na etapie rezerwacji.

Warto pamiętać, że brak kasku może również wpłynąć na wypłatę odszkodowania z ubezpieczenia, jeśli dojdzie do wypadku.

Czy inne kraje pójdą w ślady Włoch


Wprowadzenie obowiązku noszenia kasków dla wszystkich we Włoszech jest szeroko komentowane w Europie. Niewykluczone, że w kolejnych latach podobne regulacje pojawią się w innych popularnych krajach narciarskich, takich jak Austria, Francja czy Szwajcaria.

Magdalena Lalik

Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe

Uwaga! Nowy ważny przepis dla narciarzy na Słowacji

Jedziesz na narty na Słowację? Musisz uważać. Od 1 stycznia 2026 roku wprowadzono nowy przepis dotyczący bezpieczeństwa na stokach.


Wiek, do którego obowiązuje noszenie kasku narciarskiego, zostaje na Słowacji podwyższony. Celem jest ochrona zdrowia młodych narciarzy fot. travelerdeluxe


Chodzi o obowiązek zakładania kasku dla wszystkich, którzy nie ukończyli 18. roku życia.  

- Wiek, do którego obowiązuje noszenie kasku narciarskiego, zostaje podwyższony z dotychczasowych 15 do 18 lat. Celem jest ochrona zdrowia młodych narciarzy - czytamy w piśmie ministerstwa spraw wewnętrznych Słowacji. 

W związku z nowymi wytycznymi, właściciele stoków mają prawo nie dopuścić na jazdy osoby, która nie ma na sobie kasku. Za brak ochrony głowy grozi mandat w wysokości 331 euro, czyli ponad 1300 zł. Co ciekawe, od niedawna we Włoszech obowiązek zakładania kasku na stokach dotyczy wszystkich narciarzy i snowboardzistów, bez względu na wiek. W Polsce natomiast jest ograniczenie wiekowe do lat 16. Za brak kasku możemy zapłacić nawet 5 tys. zł mandatu. 

Mateusz Szewczyk 

Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe

10 miejsc w Polsce, które w 2026 roku będą hitami turystycznymi

Planujesz urlop w Polsce i zastanawiasz się, które kierunki będą najpopularniejsze w 2026 roku? Analiza zeszłorocznych wyborów turystycznych Polaków pokazuje wyraźnie, że coraz częściej szukamy miejsc z charakterem: blisko natury, z lokalnym klimatem, ale bez przesadnego tłoku. Wśród hitów są zarówno duże miasta, uzdrowiska, górskie miasteczka, jak i spokojne nadmorskie miejscowości. Oto 10 miejsc w Polsce, które w ubiegłym roku skradły serca turystów i wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku będą jeszcze popularniejsze.

Gdzie Polacy najchętniej planują wyjazdy? Jakie miasta i miejscowości podbiły serca podróżników? fot. travelerdeluxe


Kołobrzeg ⚓🌊


Kołobrzeg niezmiennie pozostaje jednym z najczęściej wybieranych kierunków nad Bałtykiem. Przyciąga szerokimi plażami, długim molo i rozbudowaną ofertą uzdrowiskową. To miejsce, które dobrze łączy wypoczynek nad morzem z regeneracją i aktywnym stylem spędzania czasu.

Gdańsk ⚓🏰


Gdańsk to miasto, które oferuje znacznie więcej niż tylko zwiedzanie zabytków. Klimatyczne uliczki Głównego Miasta, bliskość morza, portowy charakter i dynamicznie rozwijająca się scena gastronomiczna sprawiają, że jest to jeden z najbardziej uniwersalnych kierunków na city break i dłuższy urlop.

Szklarska Poręba 🏔️🥾


Szklarska Poręba coraz częściej wybierana jest jako alternatywa dla zatłoczonych kurortów górskich. Dobre zaplecze noclegowe, dostęp do szlaków Karkonoszy i Izerskich oraz całoroczna oferta dla aktywnych sprawiają, że miejsce to świetnie sprawdza się zarówno latem, jak i zimą.

Biały Dunajec 🐑🏔️


Biały Dunajec przyciąga turystów, którzy chcą poczuć klimat Podhala bez zgiełku Zakopanego. Kameralna atmosfera, termy, regionalna kuchnia i widok na Tatry tworzą idealne warunki do spokojnego wypoczynku z nutą góralskiej tradycji.

Lądek-Zdrój 💧🏛️


Jedno z najstarszych uzdrowisk w Polsce przeżywa swój renesans. Lądek-Zdrój doceniany jest za zabytkową architekturę, lecznicze wody oraz bliskość Gór Złotych i Masywu Śnieżnika. To kierunek wybierany przez osoby szukające ciszy, zdrowia i kontaktu z naturą.

Pogorzelica 🌲🌊


Pogorzelica to propozycja dla tych, którzy nad morzem cenią spokój i przestrzeń. Otoczona lasami, z szeroką plażą i kameralną zabudową, stanowi idealne miejsce na rodzinny wypoczynek lub urlop w stylu slow.

Nałęczów 🌳🧖‍♀️


Nałęczów od lat kojarzony jest z regeneracją i zdrowiem, ale dziś przyciąga także młodszych turystów. Park Zdrojowy, kawiarniany klimat i oferta wellness sprawiają, że to miejsce idealne na krótki wyjazd resetujący od codziennego tempa.

Lublin 🏰✨


Lublin coraz śmielej zaznacza swoją pozycję na mapie turystycznej Polski. Autentyczne Stare Miasto, bogata oferta wydarzeń kulturalnych i wyjątkowa atmosfera wschodniej Polski przyciągają tych, którzy szukają mniej oczywistych kierunków.

Wrocław 🌉🐉


Wrocław to miasto pełne życia, mostów i wysp, które zachwyca różnorodnością. Doskonale sprawdza się jako kierunek na weekend, ale też dłuższy pobyt. Kultura, gastronomia i bliskość natury tworzą tu spójną całość.

Warszawa 🏙️🇵🇱


Stolica od kilku lat przeżywa turystyczny boom. Warszawa przyciąga zielonymi przestrzeniami, Wisłą, muzeami i dynamiczną sceną miejską. To miasto kontrastów, które potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy myślą, że już je znają.

Magdalena Lalik

Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe

Fastfood nie musi być nudny. Oto 5 najciekawszych restauracji McDonald's na świecie

Najbardziej popularnym sloganem reklamowym sieci McDonald's jest hasło "Restauracja inna niż wszystkie". To teraz pomyślcie, że w tych "innych niż wszystkie" znajdujecie "jeszcze bardziej inne niż wszystkie". Oto nasz subiektywny przegląd najbardziej odlotowych lokali McDonald's na świecie.

Na nartach 


Nie można zacząć inaczej niż od szwedzkiego kurortu zimowego Lindvallen. Na jednym z tamtejszych stoków w 1996 roku ulokowano jedyny na świecie McDonald's dla narciarzy. McSki - choć jego nazwa brzmi jak polskie nazwisko, to odnosi się rzecz jasna do nart - oferuje pełną usługę fastfoodową, z której można skorzystać, nie odpinając nart. Zamiast drive-thru, mamy swoiste ski-thru. Oczywiście w samym budynku też możemy się rozgościć i to dość swobodnie, ponieważ jest tam prawie 150 miejsc, ale jednak możliwość zakupienia Big Maca i kawy zjeżdżając na nartach pod okienko z samego szczytu, to jednak, przyznacie, jest oryginalne. McSki działa w sezonie, głównie między listopadem a kwietniem. 

W samolocie 


Również w latach 90. tyle że na drugiej półkuli, w Nowej Zelandii, w miejscowości Taupo - znanej z wielkiego jeziora o tej samej nazwie - powstał McDonald's w iście oryginalnej scenerii. Stał się nią kultowy amerykański samolot Douglas DC-3. Sprowadzony do miasta w połowie lat 80. nie za bardzo odnajdywał się w planach władz miasta. Aż w końcu szef miejscowego lokalu McDonald's zaproponował, by użyć maszyny jako jeden z elementów baru szybkiej obsługi. To był strzał w dziesiątkę. Samolot spodobał się szczególnie dzieciom. Ale nie tylko. W 2013 lokal ten otrzymał tytuł "World's Coolest McDonald's", czyli najfajniejszego McDonalda na świecie. 

W dawnym dworcu 


O ile ten w Nowej Zelandii uznawany jest za najfajniejszy, to tytuł najpiękniejszego na świecie powinien zdecydowanie trafić do McDonalda w Budapeszcie. Przy Terez krt. 55 w samym centrum stolicy Węgier wykorzystano dawny dworzec Nyugati do ulokowania w nim popularnej restauracji. W środku same eleganckie cuda w stylu art deco; kryształowe żyrandole i wymyślne witraże, to wizytówka baru. Żeby jednak nie było zbyt sztywno, kierownictwo fastfoodu organizuje w piątkowe wieczory występy DJ-ów, by przyciągnąć młodszych klientów.  

W spodku 


Nie. Nie chodzi o ten nasz w Katowicach. Chodzi o miejsce, które najbardziej na świecie kojarzy się z inwazją obcych. To oczywiście słynne Roswell w Stanach Zjednoczonych, gdzie latem 1947 roku doszło do incydentu z rzekomym UFO. Mieszkające tam małżeństwo Wilmot było świadkami rozbicia się statku kosmicznego. O sprawie szybko dowiedziały się media. Jednak służby wojskowe zaprzeczały, twierdząc, że poszło o balon meteorologiczny. Sprawa szybko ucichła, ale w latach 70 i 80. wróciła ze zdwojoną siłą, w związku z zainteresowaniem UFO-logów. Do dziś Roswell nie przestaje być mekką dla wyznawców teorii o obcych i ich kontaktach z Ziemią. Nie dziwi więc, że najpopularniejszy fastfood świata zrobił tam swoją siedzibę w kształcie latającego spodka.  

A jaki w Polsce? 


Nie możemy zamknąć tego rankingu bez odnotowania polskiego śladu na mapie światowych "Maków". W tym celu szukaliśmy go na polskich dworcach, gdzie najciekawsze wydały się nam bary McDonald's we Wrocławiu i w Gdyni. Szczególnie ten gdyński jest niezwykły. O ile wspomniany przez nas wyżej dworcowy Mac w Budapeszcie przyjął elementy art deco, trójmiejski zawiera w sobie hybrydę modernizmu i socrealizmu. Dodatkową, bo kulturową wartością budynku dworca Gdynia Główna, jest fakt, że dzięki pracom konserwatorskim z lat 2010-2012 odkryto w tym miejscu mozaiki i polichromie z 1957 roku ilustrujące morskie krajobrazy oraz życie codzienne w okolicy. Do tego zajadając dziś frytki z cheeseburgerami możemy spojrzeć w górę i po bokach, by nasycić oczy imponującymi malowidłami map świata, Europy i znaków astronomicznych. Piękne z pożytecznym. Smacznego! 

Mateusz Szewczyk 

Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe


Sky Bridge w Czechach. Jak wygląda najdłuższy most wiszący na świecie

Mosty wiszące często kojarzą się nam z filmowymi obrazkami kręconymi w niedostępnych gęstwinach Azji Południowo-Wschodniej czy Ameryki Południowej. Tymczasem dwa największe na świecie znajdują się w Europie: jeden w Portugalii, drugi w Czechach (Sky Bridge) i to tuż przy granicy z Polską. Lepszego pretekstu do odwiedzenia takiego miejsca już nie znajdziecie.

Sky Bridge 721 robi wrażenie nawet wtedy, gdy pogoda wam nie dopisze i cała okolica pokryje się mgłą. fot. Traveler Deluxe


Sky Bridge 721 otwarto w maju 2023 roku. Budowany był aż dwa lata, ale warto było czekać. To niezwykle imponująca konstrukcja, z której widoki zapierają dech w piersiach. Oczywiście o ile odważycie się na niego wejść. Jak sama nazwa wskazuje, ma 721 metrów długości i rozpostarty jest na wysokości 95 metrów między Jesionikami i Górami Orlickimi, dokładnie pomiędzy szczytami o niepozornie brzmiących nazwach Chlum (1118 m n.p.m.) i Slamnik (1232 m n.p.m.). To wielka atrakcja nie tylko regionu Dolni Morava, lecz i całych Czech.

Na pierwszy rzut oka i ucha przekonujemy się, jak wielu spotkamy tu naszych naszych rodaków. Nic dziwnego, atrakcja ta leży 14 kilometrów od granicy z Polską (wjeżdżając od strony przejścia granicznego w Boboszowie w Kotlinie Kłodzkiej). Na miejscu szybko okazuje się też, że sam Sky Bridge 721 jest tylko wabikiem do mnóstwa innych atrakcji. Przede wszystkim mamy tu kolejną, imponującą konstrukcję, 55-metrową Ścieżkę w Obłokach, z której podziewać można wiszący most w całej swej okazałości. Są tam też park edukacji i rozrywki dla dzieci, kolejka górska, która wije się przez kilka kilometrów i daje wielką frajdę przy zjeździe z góry oraz trasy kolarskie i narciarskie.

Warto wiedzieć

• Przed wyjazdem pod Sky Bridge warto zapoznać się z ostrzeżeniami, że to atrakcja dla osób, które nie mają lęku wysokości powodujących zawroty głowy. 
• Nie można tam również wybrać się ze zwierzętami domowymi oraz z wózkami inwalidzki czy dziecięcymi. 
• Standardowa wyprawa trwa około 1,5 godziny. 
• Koszt w pakiecie z wjazdem i zjazdem kolejką + ceną wejścia na most i inne pobliskie atrakcje to ponad 200 zł dla osoby dorosłej.

Mateusz Szewczyk


Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe

Jak świat wita Nowy Rok. Kto celebruje go pierwszy, a kto ostatni

Ziemia podzielona jest na 24 strefy czasowe, dlatego gdy jedni witają dzień, inni go kończą. Nie inaczej jest 31 grudnia, gdy uroczyście szykujemy się do przywitania Nowego Roku. Kiedy w jednym kraju mieszkańcy są już po sylwestrowej zabawie, po drugiej stronie globu jeszcze jej nawet nie zaczęli. A kto daje sygnał do rozpoczęcia świętowania?

Nowy Rok w Sydney. New Years Eve, Sydney Harbour Bridge - Credit: City of Sydney | Scott Barbour

Absolutnym numerem jeden jest Kiribati - malutkie państewko wyspiarskie położone na Oceanie Spokojnym, które wita Nowy Rok, kiedy w Polsce jest dopiero godzina 11 w sylwestra. Dla Polaków Kiribati znane jest nie tylko z powodu tej wyjątkowej strefy czasowej, ale ze względu na jedną z tamtejszych osad. Otóż nosi ona nazwę Poland. Pochodzenie jej nie jest do końca jasne. Być może powstało na cześć Stanisława Pełczyńskiego, który utworzył na Kiribati system irygacyjny, dzięki czemu mieszkańcy mogli nawadniać swoje uprawy; być może też ze względu na Charlesa Malinowskiego, który przez jakiś czas był tam zarządcą. Co ciekawe, obok osady Poland, są też miejscowości takie jak Paris, London i... Banana.

Gdy w Polsce wybija samo południe, Nowy Rok witają mieszkańcy kolejnych wysp na Pacyfiku, m.in. Samoa i Tonga. Godzinę później dołączają Nowa Zelandia i Fidżi, a po kolejnych 60 minutach, Wyspy Salomona oraz wschodnia część Australii, ta najbardziej spektakularna, ze wspaniałym pokazem sztucznych ogni na moście w Sydney, tuż obok słynnej opery.

O godzinie 16:00 polskiego czas korki od szampana zaczynają strzelać w Japonii i Korei Południowej, o godzinie 17:00 w Chinach, Singapurze i na Filipinach, o godzinie 19:30 w Indiach i na Sri Lance, o 20:30 w Afganistanie, o 21:00 w Gruzji i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, o 22:00 w Turcji i Izraelu, o 23:00 na Litwie i w Rumunii.

Nowy Rok u nas oznacza też Nowy Rok m.in. w Szwajcarii, Francji czy we Włoszech. O godzinie 1 naszego czasu świętować zaczynają mieszkańcy Wielkiej Brytanii i Portugalii. O 4 nad ranem impreza się zenitu w Brazylii i Argentynie, o 6:00 w Nowym Jorku, a gdy u nas jest godzina 9 rano, początek roku witają mieszkańcy Los Angeles i San Francisco.

Cała ziemska impreza sylwestrowa kończy się znów na Oceanie Spokojnym, ale jeszcze przed granicą zmiany daty. Czyli gdy w Polsce wybija godzina 11 przed południem w Nowy Rok, to na Wyspach Cooka i na Polinezji Francuskiej jest równo północ i można tam wreszcie świętować. Natomiast absolutnie ostatni na ziemi Nowy Rok witają mieszkańcy Samoa Amerykańskiego. Północ u nich wybija dopiero wtedy, gdy u nas jest już równo południe 1 stycznia.

Mateusz Szewczyk 

Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe

Fontanna di Trevi będzie płatna. Rzym mówi „dość” turystycznemu chaosowi

Wyobraź sobie Rzym o świcie. Słońce odbija się w wodzie Fontanny di Trevi, a plac powoli budzi się do życia. Jeszcze kilka lat temu taki widok był możliwy tylko dla nielicznych. Dziś to niemal legenda. Tłumy, telefony uniesione w górę, selfie sticki i niekończący się szum rozmów - właśnie z tym miasto próbuje walczyć. Od 7 stycznia 2026 roku podejście bezpośrednio do Fontana di Trevi będzie płatne. Czy to początek nowej ery zwiedzania Rzymu?

Każdego dnia do fontanny wrzucane jest od 3 do 4 tysięcy euro. Rocznie daje to ponad 1,5 miliona euro, które trafiają na cele charytatywne. fot. travelerdeluxe

2 euro za dostęp do Fontana di Trevi - co się zmieni?


Nowe zasady zakładają wprowadzenie opłaty w wysokości 2 euro za wejście do bezpośredniej strefy przy fontannie. Opłata będzie dotyczyć turystów, których - według prognoz - w 2026 roku ma przybyć pod fontannę nawet 11 milionów.

Bilety będzie można:
• kupić online,
• opłacić kartą bezpośrednio przy wejściu.

Jednocześnie miasto wprowadzi limit 400 osób przebywających przy fontannie w jednym czasie, co ma znacząco poprawić komfort zwiedzania. Dla mieszkańców Rzymu przewidziano osobną, bezpłatną kolejkę. Co istotne - plac wokół Fontana di Trevi pozostanie ogólnodostępny, więc nikt nie „zamyka” zabytku za bramkami.

Dlaczego Rzym zdecydował się na ten krok?


Powód jest prosty: ochrona zabytków i walka z masową turystyką. Fontanna di Trevi to nie tylko wizytówka miasta, ale też delikatna, XVIII-wieczna konstrukcja, która każdego dnia musi znosić ogromne obciążenie – dosłownie i w przenośni.

Władze miasta liczą, że:
• łatwiej będzie kontrolować liczbę odwiedzających,
• zmniejszy się liczba aktów wandalizmu,
• poprawi się bezpieczeństwo,
a samo zwiedzanie stanie się bardziej „doświadczeniem”, a nie chaotycznym przepychaniem się w tłumie..

Ciekawostki o Fontannie di Trevi, których możesz nie znać


Fontanna di Trevi to nie tylko jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Rzymu, ale także miejsce owiane legendami i zaskakującymi faktami. Każdego dnia turyści z całego świata wrzucają do jej wody od 3 do 4 tysięcy euro. W skali roku daje to imponującą kwotę przekraczającą 1,5 miliona euro, która – wbrew obiegowym opiniom - nie trafia do miejskiej kasy, lecz jest przeznaczana na cele charytatywne, głównie pomoc osobom potrzebującym.

Z fontanną nierozerwalnie związana jest również popularna tradycja wrzucania monet przez prawe ramię. Według legendy jedna moneta zapewnia powrót do Rzymu, dwie mają zagwarantować nową miłość, natomiast trzy zwiastują rozstanie lub rozwód. Choć brzmi to jak miejska legenda, wiele osób traktuje ten rytuał z zadziwiającą powagą.

Imponujące są także same rozmiary fontanny. 26 metrów wysokości i blisko 50 metrów szerokości sprawiają, że Fontanna di Trevi jest największą barokową fontanną w Rzymie. Jej monumentalna forma i bogata dekoracja rzeźbiarska robią ogromne wrażenie zarówno w pełnym słońcu, jak i po zmroku.

Ciekawa jest również geneza nazwy. „Trevi” najprawdopodobniej wywodzi się od łacińskiego słowa trivium, oznaczającego skrzyżowanie trzech dróg. To właśnie w tym miejscu już w starożytności kończył się akwedukt Aqua Virgo, dostarczający wodę do miasta – i robi to nieprzerwanie do dziś.

Fontanna di Trevi to więc nie tylko piękny zabytek, ale żywa historia, w której codziennie uczestniczą miliony ludzi z całego świata.

Mandaty za łamanie zasad – ile kosztuje wejście do fontanny?


Rzym od lat zmaga się z problemem turystów, którzy traktują Fontannę di Trevi jak miejsce zabawy, ochłody w upalne dni albo scenografię do efektownych filmików w mediach społecznościowych. Choć dla wielu może to wyglądać niewinnie, wchodzenie do fontanny jest surowo zabronione i traktowane jako naruszenie prawa oraz brak szacunku dla zabytku o bezcennej wartości historycznej.
Osoby łamiące zasady muszą liczyć się z dotkliwymi konsekwencjami. Mandat za wejście do wody wynosi od 160 do nawet 450 euro, w zależności od okoliczności i zachowania sprawcy. W poważniejszych przypadkach służby porządkowe mogą nałożyć również czasowy zakaz przebywania w rejonie Fontanny di Trevi, co oznacza konieczność opuszczenia tej części miasta.

To jednak nie wszystko. Dodatkowe grzywny grożą także za spożywanie alkoholu, jedzenie posiłków lub siadanie na krawędzi fontanny, co również przyczynia się do jej niszczenia. Władze miasta nie ukrywają, że coraz ostrzejsze przepisy i planowane opłaty za dostęp do fontanny mają jeden cel – ograniczyć nieodpowiedzialne zachowania i lepiej chronić jeden z najważniejszych symboli Rzymu.
Fontanna di Trevi w filmach - ikona popkultury.

To jedno z najczęściej filmowanych miejsc na świecie. 


Najsłynniejsze produkcje kręcone przy fontannie to m.in.:
„La Dolce Vita” (1960) – kultowa scena z Anitą Ekberg brodzącą w fontannie przeszła do historii kina.
„Rzymskie wakacje” (1953) z Audrey Hepburn i Gregorym Peckiem.
„Trzy monety w fontannie” (1954) – film, który rozsławił romantyczny mit wrzucania monet.
„Anioły i demony” (2009) – thriller oparty na powieści Dana Browna.

Płatne zwiedzanie - dobra organizacja czy zabijanie magii Rzymu?


Dla jednych to logiczny krok w stronę zrównoważonej turystyki. Dla innych – symbol końca spontanicznego podróżowania i zamieniania miast w „bileterki”. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku.

Jedno jest pewne: Fontanna di Trevi już nigdy nie będzie taka sama. Pytanie tylko, czy stanie się spokojniejsza i piękniejsza, czy bardziej elitarna.

Magdalena Lalik

Obserwuj nas na instagramie: traveler_deluxe

Słowacja | Muzeum Andy Warhola w Medzilaborcach


To miejsce łatwo przeoczyć w trakcie podróży po południowo-wschodniej Polsce. Może dlatego, że leży na Słowacji? Żadne wytłumaczenie. Muzeum światowej sławy artysty, Andy Warhola, znajduje się tylko 12 kilometrów od przejścia granicznego i 20 km od popularnej polskiej Komańczy. Jak nic, trzeba zrobić szybki wypad do naszych południowych sąsiadów.

Prace Andy Warhol w Muzeum The Broad w Los Angeles. Fot. Travelerdeluxe

Kim był Andy Warhol. Szybkie przypomnienie. To amerykański artysta, grafik i malarz, twórca nurtu zwanego pop-artem. Do jego najbardziej znanych dzieł należą sitodruki z podobiznami gwiazd takich jak Marilyn Monroe, Brigitte Bardot i Elvis Presley oraz zwykłych rzeczy codziennego użytku jak puszka zupy pomidorowej, coca-cola czy banan wykorzystany na okładce debiutanckiej płyty grupy The Velvet Underground.

Andy Warhol zmienia nazwisko


Dlaczego artysta wziął na cel właśnie takie przedmioty? Nieco wyjaśnia to jego wypowiedź dotycząca jednego z napojów.

- Możesz oglądać telewizję i zobaczyć Coca-Colę i wiesz, że prezydent pije Colę, Liz Taylor pije Colę i pomyśl, że ty też możesz pić Colę - powiedział dziennikarzom.

Warhol znany jest też ze słynnej sentencji dotyczącej chwilowej popularności, która dana będzie każdemu: "W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut". To ewidentna zapowiedź naszych czasów i zalewu mediów społecznościowych czy programów typu "Big Brother".

Andy Warhol urodził się jako Andrew Warhola w 1928 roku w Pittsburgu w Pensylwanii. Nazwisko zmienił, a konkretnie tylko je zmodyfikował, nieco przez przypadek. W latach 50., gdy już zaczynał tworzyć pierwsze szkice, jedna z gazet wykorzystała kilka z nich do ilustracji felietonu, lecz podpisała te rysunki błędnie jako Warhol. Ale Andy'emu się to spodobało i od tej pory zaczął używać właśnie tak zapisywanego nazwiska.

Jego rodzicami byli biedni emigranci łemkowskiego pochodzenia ze wschodniej Europy. Julia i Andrej Warhola pochodzili z małej wsi Mikova na Słowacji. W latach 20. XX wieku wyjechali za chlebem do Stanów Zjednoczonych. Tam też obok Andy'ego urodzili się dwaj jego starsi bracia: Paul i John. Ten drugi odegra dość ważną rolę w powstaniu muzeum brata na Słowacji.

Jak powstawało muzeum?


Za początek idei upamiętnienia słynnego artysty w kraju naszych południowych sąsiadów, można uznać rok 1973, kiedy to Michal Bycko, późniejszy nauczyciel sztuki, poznaje na studiach wyższych historię Andy Warhola. Okazuje się, że ten amerykański geniusz ma słowackie korzenie. W trakcie pracy już jako belfer w Medzilaborcach Bycko ustala, że rodzice artysty mieszkali w oddalonej ledwie o 13 km wsi Mykova. Przez ciąg kontaktów mężczyzna dotarł do samego Johna Warholi, o którym już wspominaliśmy, i potwierdził wszystkie informacje dotyczącego pochodzenia rodziny. Sam Andy zmarł 22 lutego 1987 roku w wieku 58 lat. Ziarno jednak zostało zasiane.

Jeszcze jesienią 1987 roku John Warhola przyjeżdża do Czechosłowacji, by spotkać się z krewnymi. Michal Bycek nie może przepuścić takiej okazji i osobiście spotyka się z Warholą. Panowie rozmawiają o jednym z dzieł Andy'ego, które próbowano odzyskać dla pewnej słowackiej galerii. John jako wiceszef The Andy Warhol Foundation for Visual Arts rzecz jasna zgadza się pomóc. Tak zaczyna kiełkować idea powstania muzeum jego brata, którą John, a potem też drugi z braci, Paul, będą wspierać, również materialnie.

Dokładnie 28 grudnia 1989 roku statut Muzeum Sztuki Nowoczesnej Andy Warhola w Medzilaborcach został przyjęty, a samo otwarcie placówki nastąpiło półtorej roku później, 30 czerwca 1991 roku. Dziś wstępu do budynku strzeże słynna puszka zupy pomidorowej Campbella. W środku natomiast czeka nas prawdziwa pop-artowa uczta. Są tam dzieła artysty ze wszystkich etapów jego twórczości, jak "amerykańska śmierć", "sztuka ze sztuki" oraz portrety słynnych osobistości. Można też obejrzeć stroje Andy'ego oraz filmy z jego udziałem. Z ważnych dokumentów muzeum posiada oryginał aktu zrzeczenia się dziedziczenia majątku swoich rodziców, dokument potwierdzający pochodzenie artysty oraz kopię aktu jego zgonu. Rzecz jasna wszędzie natkniemy się na podobizny nie tylko samego Andy'ego, ale też jego rodziny. Ogółem zwiedzania jest tak dużo, że warto zarezerwować na to nawet 2 godziny.

Warto wiedzieć:
Bilet wstępu do muzeum kosztuje 6 euro, ulgowy 3 euro, bilet rodzinny 12 euro.

Mateusz Szewczyk


Obserwuj na na Instagramie: traveler_deluxe


Rekord pobity. Oto najdłuższy lot świata

Rok 2025 w branży lotniczej zostaje zamknięty prawdziwym rekordem. W grudniu ruszyła spektakularna, najdłuższa trasa pojedynczego lotu na świecie. China Eastern Airlines uruchomiły ją na trasie z Szanghaju do Buenos Aires, z krótkim postojem technicznym w Nowej Zelandii. To prawie 20 tysięcy kilometrów w powietrzu, których pokonanie zajmuje aż 29 godzin.


China Eastern Airlines uruchomiły ją na trasie z Szanghaju do Buenos Aires, z krótkim postojem technicznym w Nowej Zelandii Fot. China Eastern Airlines 


W Argentynie mieszka około 60 tysięcy rodowitych obywateli Chin (choć faktycznie może być ich nawet 200 tys.), stąd pomysł, by uruchomić dla nich specjalny, bezpośredni lot do ojczyzny. Mimo że to tylko oficjalny powód uruchomienia nowego kierunku, zapewne chodzi też o marketingowe pokazanie potęgi chińskiego państwa. W końcu wszyscy mówią teraz o światowym rekordzie dla pojedynczego lotu, a ustanowiły go China Eastern Airlines.  

Pierwszy lot odbył się 4 grudnia. Zabierający na pokład 316 osób Boeing 777 wystartował z Shanghai Pudong International Airport. Obecna technologia nie pozwala jeszcze na pokonanie 20 tysięcy kilometrów bez dodatkowego tankowania, stąd dwugodzinny postój w Auckland, największym mieście Nowej Zelandii. W tym czasie pasażerowie pozostawali na pokładzie Boeinga. Po 25 godzinach maszyna wylądowała na Ezeiza International Airport w Buenos Aires.  

Skoro „tylko 25 godzin” to jaki to rekord? Trik kryje się w drodze powrotnej z Argentyny do Chin. Z powodu panujących właśnie na tym kierunku silnych wiatrów, czas przelotu wydłuża się aż o 4 godziny, to niebotycznych dwudziestu dziewięciu. 

Do tej pory jednymi z najdłuższych rejsów były prawie 20-godzinne loty na trasie Singapur - Nowy Jork, Perth - Londyn oraz Auckland - Nowy Jork. 

Mateusz Szewczyk 

Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe

Przetestowaliśmy RegioJet na trasie z Trójmiasta do Krakowa

Jak przekonać zatwardziałego fana samochodu, by przerzucił się na pociąg? „Podaruj mu trochę luksusu” - jak mawia słynny slogan. Ale przecież auto to luksus! „Podaruj mu więc przedział klasy business”. I jak? Możemy już teraz zdradzić, to naprawdę działa! A to wszystko za sprawą nowego konkurenta PKP Intercity, czeskiego przewoźnika RegioJet, który wszedł na polski rynek kolejowy we wrześniu 2025 roku.


Czeski przewoźnik RegioJet wchodzi na polski rynek z nową ofertą fot. travelerdeluxe


Długo trzeba było nas namawiać na zmianę nawyków podróżniczych. Uzależnienie od samochodu wydaje się być nieuleczalne. Szczególnie w czasach, gdy polskie drogi zaczęły stawać się przejezdne, wygodne i faktycznie ekspresowe. Tyle że z wiekiem i tysiącami przebytych kilometrów, zaczęliśmy zwracać uwagę na fakt, że te samochodowe podróże kosztują nas coraz więcej zdrowia i nerwów.

Biją się o 1,5 miliona


Postanowiliśmy zmieniać nawyki. W tym roku nadarzyła się ku temu doskonała okazja, ponieważ sam rynek transportowy zyskał prawdziwy zastrzyk inspiracji. Oto polska kolej we wrześniu 2025 roku dostała pierwszą prawdziwą konkurencję z zagranicy. Na nasze tory wjechał czeski przewoźnik RegioJet. Najpierw na najbardziej popularnej trasie z Warszawy do Krakowa. A od 14 grudnia ruszył z Warszawy do stolicy Czech, Pragi oraz na najbardziej nas interesującym kierunku: znad morza pod Wawel. Ceny? Z Gdańska do Krakowa już od… 69 złotych. Jak na to zareagowali Polacy? Entuzjastycznie. Wszystkie trasy RegioJetu cieszą się niezwykłą popularnością. Bilety wyprzedały się na pniu. Trzeba je kupować z naprawdę sporym wyprzedzeniem, by liczyć na wolne miejsca. Nie dziwi więc, że w już w lutym 2026 ma ruszyć trasa Warszawa-Poznań, a potem kolejne do Wrocławia, Szczecina, Berlina. Przedstawiciele spółki planują w przyszły roku przewieźć aż 1,5 miliona pasażerów.

RegioJet oferuje cztery klasy. Na zdjęciu klasa business fot. travelerdeluxe


18 grudnia o 6:36 w Gdańsku wsiedliśmy do RegioJet, do wagonu Klasy Business . Od razu miłe zaskoczenie, bo wszystko odbywa się punktualnie, co w ostatnich miesiącach na polskich dworcach wcale nie jest normą. Zdradzimy od razu, że w Krakowie też będziemy punktualnie o 12:21. Pociąg ma cztery wagony (w drodze powrotnej z Krakowa do Gdańska 20 grudnia, będzie miał ich pięć) i cztery klasy. I tu kolejne miłe zaskoczenie; wszystkie cztery są naprawdę wygodne, łącznie z najniższą „Low Cost”, gdzie jest gwarancja najniższej ceny. RegioJet zapewnia portal rozrywkowy na własnym urządzeniu (można zakupić słuchawki do niego, jeśli się akurat ich nie posiada). We wszystkich klasach jest bardzo dobrej jakości Wi-Fi, więc przez cały czas podróży możemy nie wychodzić z internetu.

To naprawdę Pierwsza Klasa!


Następna jest klasa „Standard” i tu jest coś, co najbardziej przypomina polskie pociągi, czyli wagony z przedziałami na 6 miejsc. Jest woda, kawa i herbata. Wszyscy mają dostęp do gniazdek, więc o wyładowaniu się telefonu czy laptopa nie ma mowy. W kolejnej klasie „Relax” są już bardzo wygodne skórzane fotele, wagon bezprzedziałowy, w ofercie woda, kawa i herbata oraz możliwość zarezerwowania pojedynczego fotela.

My na trasie do Krakowa postanowiliśmy przetestować Klasę Business, najwyższą. I tu, proszę państwa, jest naprawdę Pierwsza Klasa! Zawsze mnie dziwiło, że wagony pierwszej klasy polskich pociągów miały po 6 miejsc, czyli tyle samo co te w drugiej klasie. Tu mamy przedziały 4-osobowe. I to jest kolosalna różnica. Jest niezwykle wygodnie nie tylko z powodu dużych, skórzanych i rozkładanych foteli, ale z powodu samej przestrzeni. Tu nikt nikomu nie przeszkadza, nawet jeśli się niemiłosiernie wierci, kręci i co chwilę musi wyjść, a potem wrócić do przedziału. Nikt tu nikomu nie działa na nerwy. Przyznajemy, że to nas kupiło na amen. Prawie 6 godzin w pociągu to nie jest jakoś mało, ale tego czasu w ogóle nie odczuliśmy. Pełen relaks.

Oferta jakich mało


Do tego bardzo o nas dbano. Kelner pojawiał się co chwilę i serwował w ramach biletu wodę plus sok, oraz herbatę i kawę w nielimitowanych ilościach. Dodajmy, że RegioJet oferuje kultową włoską kawę Illy, więc już sam ten fakt poprawia nam humor. Choć za pozostałe przyjemności trzeba zapłacić to ceny wydają się być kompletnie nie z tej epoki.

Oferta cenowa RegioJet jest konkurencyjna fot. travelerdeluxe

W RegioJet nie ma wagonu typu wars. Posiłki z menu podawane są do stolików RegioJet  fot. travelerdeluxe

Przejdźmy więc do menu. Tu mamy pyszny sernik z kakaową kruszonką za… 2 zł i jeszcze smaczniejszy mus czekoladowy z 6,50 zł. Są też szarlotki i ciasto śliwkowe (2 zł), ciasto miodowe (4,50 zł) i sernik makowy (6,50 zł). Jakie przekąski i sałatki? Też spory wybór w absurdalnie niskich cenach. Humus Ribella (4,50 zł), sałatka orientalna z edamame i komosą ryżową (8 zł), sałatka Cezar (10 zł), tortilla z kurczakiem i serem bałkańskim (8 zł), naleśnik z Nutellą i kremem serowym (10,50 zł). A co na ciepło? Dwa rodzaje zup: pomidorowa i ogórkowa (7 zł). Kurczak z warzywami i ryżem, burrito z szarpaną wołowiną, spaghetti alla Carbonara, gołąbki z cielęciną w sosie pomidorowym i pierogi z mięsem, każde z tych dań za 12,50 zł.

W takich warunkach przemierzyliśmy niemal całą Polskę. Warto zauważyć, że od Trójmiasta do stolicy pociąg już nie zatrzymywał się nigdzie, co jest nowością, bo tej samej klasy składy PKP zatrzymują się jeszcze w Tczewie, Malborku, Iławie czy Działdowie. Czyli wsiadając nad morzem nic już nas nie absorbuje aż do Warszawy Wschodniej. I pomyśleć, że tuż po wygraniu przez trębacza melodii hejnału na Wieży Mariackiej po godzinie 12 w Krakowie robiliśmy sobie zdjęcia na jednym ze świątecznych jarmarków. Przede wszystkim wypoczęci, zadowoleni, szczęśliwi. I o to właśnie chodzi. Zostawiamy więc auto. Przerzucamy się na pociąg.

Mateusz Szewczyk

Za możliwość przetestowania połączenia na trafie Gdańsk - Kraków
dziękujemy przewoźnikowi RegioJet

Obserwuj nas na Instagramie: @traveler_deluxe




Czechy | Niezwykłe jarmarki świąteczne w Pradze. Ile ich jest?

Praga zimą przypomina teatralną scenografię dopracowaną w najmniejszym detalu. Światła odbijają się w Wełtawie jak rozsypane monety, a Stare Miasto występuje w swojej najbardziej romantycznej wersji. Świąteczne jarmarki są tu tylko pretekstem, punktem wyjścia do odkrywania miasta, które zimą opowiada o sobie zupełnie inną, bardziej intymną historię.

Praga Czechy, jarmarki bożonarodzeniowe fot. Travelerdeluxe

Rynek Staromiejski - serce całego zamieszania

To tutaj bije puls praskich świąt. Największa choinka w mieście błyszczy niemal ostentacyjnie, a dźwięki kolęd mieszają się z zapachem pieczonych trdelników i grzanego wina. Gwar rozmów w wielu językach tworzy kakofonię, która paradoksalnie idealnie do Pragi pasuje.

Najlepszy widok na jarmark rozciąga się z wieży zegarowej. Na dole czekają kolejne atrakcje. Trdelnik trdelnikowi nierówny: najlepsze miejsca zdradza zapach karmelizowanego cukru, nie przypalonego ciasta. Warto też spróbować svařáka z białego wina, czeskiej klasyki rzadko spotykanej poza krajem.

Praga Czechy, jarmarki bożonarodzeniowe fot Travelerdeluxe


Plac Wacława - świąteczny oddech od tłumów

Zaledwie dziesięć minut spaceru dzieli Starówkę od jarmarku o zupełnie innym charakterze. Mniej turystyczny, bardziej lokalny, z niższymi cenami i spokojniejszą atmosferą. To dobre miejsce, by na chwilę zwolnić tempo.

Królują tu grillowane klobásy, które bez trudu zastępują obiad, oraz ręcznie malowane szklane ozdoby z regionu Vysočina - lekkie, trwałe i idealne na prezent. Czasem można trafić na ulicznych muzyków improwizujących kolędy na nieoczywistych instrumentach. Praga lubi takie niespodzianki.

Jarmark pod Zamkiem Praskim - święta w królewskim wydaniu

Zimowa wspinaczka na Hradczany wynagradza widokiem jak z pocztówki sprzed stu lat. Mały, kameralny jarmark otoczony historyczną zabudową tworzy atmosferę niemal bajkową. To dobre miejsce na spróbowanie medoviny - miodowego wina, które rozgrzewa szybciej, niż można się spodziewać.

Warto pamiętać o kontrolach bezpieczeństwa przy wejściu na teren zamku - w grudniu potrafią się tu tworzyć kolejki. Najlepsza pora na wizytę to moment tuż przed zmrokiem, gdy centrum miasta zaczyna się zapełniać, a wzgórze powoli pustoszeje. Widok na rozświetloną Pragę robi wtedy największe wrażenie.

Kampus Karolina i Holešovice - jarmarki dla koneserów

Poza głównym nurtem kryją się miejsca dla tych, którzy szukają jakości zamiast kiczu. W Holešovicach, w halach dawnego browaru, odbywają się kreatywne jarmarki z lokalnym designem: ceramiką, biżuterią, naturalnymi kosmetykami i świecznikami bez plastikowego połysku.

Na Kampusie Karolina uwagę przyciągają pierniki dekorowane jak małe dzieła sztuki - jedne przypominają zegar astronomiczny, inne wyglądają jak świąteczne ilustracje z książek dla dzieci. Trzeba pamiętać, że wiele z tych jarmarków działa tylko w weekendy, ale to właśnie tu najłatwiej znaleźć prezenty z historią.

Praga zimą - miasto w świątecznym rytmie

Każdy praski jarmark ma własny charakter: od głośnego serca miasta po niszowe, kameralne przestrzenie dla uważnych obserwatorów. Świąteczna atmosfera nie zamyka się tu na jednym placu - rozlewa się ulicami, odbija w witrynach, unosi w zapachu przypraw. Praga zimą żyje pełną piersią i dyskretnie sugeruje, że warto do niej wracać właśnie o tej porze roku.

Kilka praktycznych ciekawostek

Karty płatnicze są akceptowane niemal wszędzie, choć przy stoiskach z grzańcem lepiej mieć gotówkę. Najlepsze zdjęcia Mostu Karola powstają wcześnie rano - grudniowa mgła potrafi zamienić go w filmową scenografię. Komunikacja miejska działa bez zarzutu, ale zimą tramwaje bywają przepełnione - piesze spacery są często najlepszym wyborem. W weekendy tłum na Starówce bywa tak duży, że internet w telefonie potrafi zniknąć, dlatego warto mieć mapę offline. I jeszcze jedno: czeskie porcje są naprawdę solidne.

Najlepsze miejsce na nocleg?

Novotel Praha Wenceslas Square fot travelerdeluxe


ML

Za możliwość zwiedzania Pragi dziękujemy sieci Accor

Hotel Novotel Praha Wenceslas Square
Adres: 
Kateřinská 38, 
120 00 Nové Město

Obserwuj nas na Instagramie: @traveler_deluxe


 

Marsylia - między legendą a codziennością

Jest starsza niż Paryż i wcale się tym nie przejmuje. Spacerując po ciasnych uliczkach i nad brzegiem portu w Marsylii, czuję, że każde skrzyżowanie zmienia zapachy, kolory i rytm rozmów. Przewodnik po jednym z ciekawszych miast Francji.

Wzgórza Marsylii travelerdeluxe

Miasto wielu światów

Marsylia nigdy nie miała jednego centrum. Każda dzielnica to osobny mikroświat. Le Panier kusi wąskimi uliczkami, kolorowymi kamienicami i galeriami pełnymi lokalnej sztuki. Cours Julien pulsuje alternatywnym duchem młodych ludzi, murales wprowadzają w klimat nieformalnej kultury miasta. Na horyzoncie widać Château d’If, wyspę-fortecę z „Hrabiego Monte Christo”, gdzie literatura i historia splatają się z rzeczywistością.

Ulice żyją na zewnątrz, chodniki stają się salonem, a rozmowy, śmiech i gesty mieszkańców tworzą tło codzienności. Marsylia nie stara się zachwycać elegancją: krzywe kamienice stoją mimo niestabilnego podłoża, a próby ich prostowania kończą się katastrofami. Wspinaczka stromymi schodami, które czasem prowadzą donikąd, odsłania widoki i rytm miasta, a brak jednej osi centralnej sprawia, że Marsylia zawsze pozostaje odkryciem.

Port – serce miasta

Vieux-Port to najstarszy działający port Europy, serce miasta i centrum emocji. Dawniej port pełnił funkcję pierwszego „internetu”, wiadomości rozchodziły się szybciej niż do ratusza, a plotki kształtowały opinię publiczną. Dziś nadal pulsuje życiem: ryby, łodzie, marynarze i mieszkańcy tworzą unikalną atmosferę, której nie da się zasymulować.

Marsylia Port fot. Travelerdeluxe

Fort Saint-Jean i Fort Saint-Nicolas strzegły wejścia do portu przez wieki. Dziś można spacerować po murach, podziwiając widok na MuCEM, nowoczesne muzeum, w którym tradycja łączy się z architekturą XXI wieku. Pod wodą leżą zatopione fundamenty i wraki sprzed setek lat, a stare liny marynarze traktowali jak amulety, przechowując je w domach „na szczęście”.

Legendy portu są żywe: mgła przynosi szum wioseł duchów rybaków, a co kilkanaście lat ktoś dostrzega światła znikającego statku. Notre-Dame de la Garde, złota figura Maryi na wzgórzu, strzeże portu i według starszych marynarzy potrafi odwracać burze. Pod Vieux-Portem mają istnieć tajemne tunele łączące magazyny, kościoły i prywatne domy, pozostałość po czasach przemytu i pierwszych gangów portowych.

Marsylia w historii Francji

Założona około 600 roku p.n.e. przez Greków z Fokai, Massalia była miastem-państwem, w którym od początku spotykały się różne kultury i wpływy. Portowa działalność handlowa wprowadzała na teren dzisiejszej Francji wino, oliwę, alfabet i monetę. Gdy Marsylia pływała po Morzu Śródziemnym, Paryż wciąż był osadą plemienną.

Oficjalnie francuska od 1481 roku, Marsylia zachowała mentalną niezależność: była zbyt głośna, zbyt niezależna, zbyt trudna do kontrolowania. Mieszkańcy rzadko mówią „jestem Francuzem”; częściej powtarzają: „jestem z Marsylii”. Od wieków przyciąga uchodźców, marynarzy i handlarzy, tworząc najbardziej wielokulturowe miasto Francji.

Marsylia i jej mieszkańcy

Tu mówi się z akcentem, który brzmi jak śpiewanie, a slang bywa niezrozumiały nawet dla Francuzów. Marsylia wybiera swoich mieszkańców: ci, którzy jej nie pasują, znikają w ciągu roku, bez powodu i ostrzeżenia. Futbol jest tu religią - Olympique de Marseille, założony w 1899 roku, w dni meczowe zmienia rytm miasta: bary wypełniają się ludźmi, ulice stają się głośniejsze, rozmowy bardziej ekspresyjne. Kolory klubu - błękit i biały - odbijają niebo i morze.

Muzeum mydła marsylskiego fot. travelerdeluxe

Kawa jest tu tańsza niż woda, a bary przewyższają liczbę piekarni. Marsylia żyje na zewnątrz: targi, place i nabrzeża pulsują codziennością, zapachem świeżych ryb, ziół i oliwy.

Zabytki i spacery

Bazylika Notre-Dame de la Garde strzeże portu i miasta z wzgórza. La Corniche oferuje widok na zatokę, wille i latarnie morskie. Fontaine de la Rotonde symbolizuje XIX-wieczny przepych, a Fort Saint-Jean i Fort Saint-Nicolas pozwalają poczuć historię i oglądać port z perspektywy wieków. MuCEM łączy tradycję z nowoczesnością, tworząc unikalną przestrzeń dla cywilizacji Morza Śródziemnego.

Marsylia Bazylika Notre-Dame de la Garde fot. travelerdeluxe

Marsylia Cours Julien fot. travelerdeluxe

Schody, wzgórza i labirynty ulic zmuszają do ruchu, ale nagradzają widokami i odkrywaniem kolejnych historii. Każda dzielnica - od Le Panier po Cours Julien - ma własny rytm, a spacer po niej to podróż przez wieki, kultury i emocje mieszkańców.

Kuchnia Marsylii

Marsylia to kulinarna stolica południowej Francji. Króluje Bouillabaisse, pierwotnie danie biedaków z ryb niesprzedanych na targu, dziś rytuał: ryby osobno, wywar z grzankami i sosem rouille. Każda restauracja ma własną recepturę, ale zasada pozostaje niezmienna: świeże ryby i lokalne przyprawy.

Na ulicy spróbowałam Panisse - smażone placki z ciecierzycy - i Tapenade z oliwek, anchois i kaparów. Portowa kuchnia oferuje Sardinade, grillowane sardynki, a także krewetki, kalmary i małże. Mięsożercy znajdą Pieds et paquets, jagnięce nóżki i flaki duszone w ziołach. Na deser - Navettes, ciasteczka w kształcie łodzi, tradycyjnie pieczone na święto Ofiarowania.

Marsylia smakuje jeszcze przed pierwszym kęsem: w powietrzu unosi się aromat czosnku, oliwy i morza, a targi pulsują kolorem, życiem i historią.

Magdalena Lalik

Obserwuj nas na Instagramie: @traveler_deluxe

Marsylia na talerzu - przewodnik kulinarny

Marsylia smakuje, zanim jeszcze usiądziesz do stołu. W powietrzu unosi się zapach oliwek, czosnku i świeżo złowionych ryb, a uliczne targi tętnią kolorami i rozmowami mieszkańców. Każdy krok wąskimi uliczkami czy nad brzegiem portu to podróż przez historię i kulturę regionu, a lokalne bary i knajpki są sercem tej opowieści. Ten mini przewodnik zabierze Cię w kulinarną podróż po Marsylii, od aromatycznej kawy, przez tradycyjne potrawy rybne, po słodkie ciasteczka, które pachną Morzem Śródziemnym i historią miasta.

W Marsylii w powietrzu unosi się aromat czosnku, oliwy i morza, a targi pulsują kolorem, życiem i historią fot. travelerdeluxe

W Marsylii kawa to więcej niż napój, to podstawa życia. Spacerując po mieście, zauważyłam, że w lokalnych barach kawa bywa tańsza niż woda, a barów jest tu więcej niż piekarni, co we Francji samo w sobie jest ewenementem. Podgryzałam przy tym Fougasse, lokalny chleb z oliwkami lub ziołami, chrupiący i pachnący jak całe miasto.

Kuchnia Marsylii jest nierozerwalnie związana z morzem i handlem śródziemnomorskim. Królową lokalnych stołów jest Bouillabaisse, marsylska ikona kulinarna. Pierwotnie „danie biedaków” -  rybacy gotowali ryby niesprzedane na targu, dodając warzywa, czosnek, szafran i oliwę. Dziś to rytuał: ryby podawane osobno, wywar w misce z grzankami i sosem rouille. Każda restauracja ma własną recepturę, ale idea pozostaje niezmienna: świeże ryby i lokalne przyprawy.

W centrum można spróbować Aioli, warzywa i gotowana ryba w aromatycznym sosie czosnkowym, albo lekkiej Tapenade, pasty z oliwek, anchois i kaparów, podawanej na pieczywie. Jako uliczną przekąskę skusiłam się na Panisse, smażone placki z mąki z ciecierzycy, idealne do podjadania w biegu.

Marsylia była też jednym z pierwszych portów we Francji, gdzie pojawiła się pizza, wcześniej niż w Paryżu, ale królują tu ryby. Sardinade, grillowane sardynki serwowane w portowych festynach i restauracjach, pachną morzem. Owoce morza - krewetki, kalmary, małże - to codzienność nad brzegiem.

Mięsożercy znajdą coś dla siebie w tradycyjnych daniach jak Pieds et paquets, jagnięce nóżki i flaki duszone w ziołowym sosie, serwowane w historycznych restauracjach Le Panier.

A na deser? Navettes - małe ciasteczka w kształcie łodzi, które od wieków piecze się na święto Ofiarowania. W Marsylii wszystko smakuje historią, morzem i kulturą śródziemnomorskiego życia – od pierwszego łyka kawy po ostatni okruch ciasteczka.

Magdalena Lalik

Obserwuj nas na Instagramie: @traveler_deluxe

Nowy Targ, jakiego nie znacie

Nowy Targ to miasto, które już na pierwszy rzut oka potrafi oczarować. Położony w sercu Kotliny Orawsko-Nowotarskiej, otulony nurtem Białego i Czarnego Dunajca, zachwyca naturalną scenerią, jakiej trudno szukać gdzie indziej. Bliskość Gorców oraz widokowe „okno” na Tatry, Pieniny i Babią Górę sprawiają, że jest to punkt obowiązkowy na mapie każdego, kto kocha górskie wędrówki, aktywny wypoczynek i krajobrazy, które naprawdę zapadają w pamięć. Jeśli szukasz miejsca, gdzie natura, tradycja i wyjątkowy klimat współgrają jak nigdzie indziej - właśnie je znalazłeś.

Widok na Gorce z Nowego Targu fot. P.Kos

Na miłośników aktywnej zimy czekają w Nowym Targu znakomicie utrzymane trasy narciarstwa biegowego, które w chłodniejszych miesiącach idealnie zastępują rowerowe wyprawy. To ponad 35 kilometrów zróżnicowanych szlaków, przygotowanych zarówno dla początkujących, jak i dla tych, którzy traktują trening bardzo serio.

Wygodna i świetnie przygotowana trasa na tzw. „Kole” przy Stadionie Miejskim w Parku im. A. Mickiewicza sprawdzi się jako miejsce do szlifowania techniki, pierwszych prób na nartach oraz regularnych treningów. Jeśli jednak wolisz spokojniejsze tempo i kontakt z naturą, Bór Kombinacki będzie strzałem w dziesiątkę - tamtejsza trasa prowadzi głównie przez leśne tereny, oferując ciszę i przyjemne oderwanie od miejskiego rytmu.

Z kolei szlak wytyczony w obrębie lotniska i Boru na Czerwonem to prawdziwa perełka dla tych, którzy nie wyobrażają sobie zimowej aktywności bez imponujących panoram. Uprawiając tu biegi narciarskie, można podziwiać aż cztery pasma górskie otaczające stolicę Podhala: Tatry, Pieniny, Gorce i majestatyczną Babią Górę. Idealne połączenie sportu i spektakularnych widoków.

Niezwykły Bieg Podhalański 

Bieg Podhalanski fot. J.Deneka

W kalendarzu zimowych wydarzeń Nowego Targu jedno ma absolutnie wyjątkowy status - Bieg Podhalański im. Jana Pawła II. To drugi co do wielkości bieg narciarski w Polsce, a jednocześnie impreza, która z roku na rok przyciąga coraz większą liczbę zawodników. Renoma wydarzenia nie wzięła się znikąd: perfekcyjna organizacja, malownicze trasy i sportowa atmosfera sprawiają, że listy startowe zapełniają się w ekspresowym tempie. Najbliższa edycja, zaplanowana na 17 stycznia 2026 roku, zapowiada się równie emocjonująco - szczegóły dostępne są na stronie organizatora.

Nie brak tu także miejsc idealnych do rekreacyjnej jazdy na nartach. Dwa kameralne wyciągi — Długa Polana i Zadział — oferują komfort jazdy bez tłumów i długiego oczekiwania, dzięki czemu świetnie sprawdzają się zarówno dla rodzin, jak i osób chcących po prostu pojeździć w spokojniejszych warunkach.

A jeśli już jesteś w okolicy Długiej Polany, grzechem byłoby pominąć Centrum Przyrodniczo-Edukacyjne „Brama w Gorce” w pobliskim Waksmundzie. To właśnie tam znajduje się najdłuższa w Europie ścieżka edukacyjna w koronie drzew — niezwykła atrakcja, która pozwala spojrzeć na Gorce z zupełnie nowej perspektywy. Na odwiedzających czekają także dodatkowe ekspozycje, instalacje i aktywności, dzięki którym zarówno dzieci, jak i dorośli spędzą tu czas naprawdę wyjątkowo.

Zimowe Gorce

Zimowa odsłona Gorców potrafi zauroczyć nawet tych, którzy widzieli już niejedno górskie pasmo. To jedne z najłatwiej dostępnych zimą gór, a z Nowego Targu można ruszyć na szlak dosłownie „z buta”. Już półgodzinny spacer prowadzi na Łapsową Polanę - miejsce uwielbiane za spokojną atmosferę i fenomenalną panoramę Tatr. Na miejscu czeka Koliba na Łapsowej Polanie, gdzie można złapać ciepły posiłek i chwilę oddechu. Tuż obok stoi także „owca-turystka”, jedna z charakterystycznych rzeźb tworzących nowotarski szlak owiec - idealny punkt na pamiątkowe zdjęcie.

Dla tych, którzy pragną nieco dłuższej wyprawy, świetnym wyborem będzie ponad dwugodzinny szlak w stronę Schroniska PTTK Turbacz. Po drodze nie brakuje miejsc widokowych, z których rozpościera się szeroka panorama na Tatry, Pieniny i taflę Jeziora Czorsztyńskiego. Ze schroniska wystarczy zaledwie dziesięć minut, by wejść na Turbacz, najwyższy szczyt Gorców, i poczuć prawdziwy smak zimowej wędrówki.

Gorce to również raj dla skiturowców - łagodne grzbiety, malownicze polany i pewna doza dzikiego klimatu sprawiają, że to pasmo staje się coraz popularniejszym miejscem zimowych wycieczek na nartach. Idealna propozycja dla tych, którzy chcą połączyć aktywność z bliskim kontaktem z naturą.

Nowy Targ na łyżwach i pływalni

Nowy Targ to także świetny wybór dla tych, którzy wolą mieć moc atrakcji „pod ręką”, bez konieczności planowania długich, całodziennych wypraw. Miasto oferuje szeroką gamę lokalnych aktywności, dzięki czemu każdy urlopowicz może stworzyć swój własny, wygodny plan wypoczynku - od sportowej rekreacji po rodzinne atrakcje pod dachem.

Sercem miejskiej infrastruktury sportowej, zarządzanej przez Miejskie Centrum Sportu i Rekreacji, jest nowoczesna pływalnia miejska. To kompleks, w którym znajdzie się coś dla każdego: basen sportowy, rekreacyjny, strefa do nauki pływania, brodzik dla najmłodszych oraz efektowne zjeżdżalnie rurowe. Idealne miejsce na rodzinną przerwę od zimowych chłodów lub aktywny relaks w środku dnia.

Miłośnicy łyżew mogą z kolei wybrać się do Miejskiej Hali Lodowej - kultowego miejsca, w którym sportowy duch Podhala czuć na każdym kroku. Warto zajrzeć również do sali tradycji Klubu Hokejowego Podhale Nowy Targ, 19-krotnego mistrza Polski. To tutaj rodziła się legenda jednego z najbardziej zasłużonych klubów w historii polskiego hokeja. A jeśli ktoś marzy o łyżwach w wyjątkowej scenerii, w sezonie zimowym na nowotarskim Rynku działa klimatyczne mobilne lodowisko.

Aktywni poszukiwacze sportowych emocji również nie będą się nudzić. Przez cały rok organizowane są tu liczne wydarzenia zarówno dla amatorów, jak i zawodników z doświadczeniem. Jednym z najpopularniejszych jest Turbacz Trail — bieg górski w dwóch odsłonach: letniej i zimowej. Trasa prowadząca po wymagających, kapryśnych gorczańskich szlakach co roku przyciąga dziesiątki biegaczy, którzy szukają wyzwań i niezapomnianych widoków.

Najwyżej położone lotnisko w Polsce

Jedną z najbardziej niezwykłych atrakcji Nowego Targu jest najwyżej położone lotnisko w Polsce, malowniczo usytuowane tuż przy południowej granicy miasta. To właśnie tutaj działa Aeroklub Nowy Targ, który oferuje coś naprawdę wyjątkowego - lot widokowy nad Podhalem, Tatrami i Gorcami. Zobaczyć ten region z perspektywy ptaka to przeżycie, które zostaje w pamięci na długo. Miłośnicy latania mogą spróbować swoich sił również w szybownictwie, a dla żądnych adrenaliny dostępne są skoki spadochronowe.

Wczesną wiosną lotnisko zamienia się w kolorową, unoszącą się nad ziemią scenę dzięki Małopolskiemu Festiwalowi Balonowemu. To wydarzenie przyciąga co roku kilkadziesiąt załóg z całej Europy, które wspólnie rozpoczynają sezon lotów. Przez kilka dni odwiedzający mogą podziwiać barwne przeloty, uczestniczyć w pokazach i kibicować załogom podczas pucharowych rywalizacji. Piloci balonów często podkreślają, że warunki panujące nad nowotarskim lotniskiem przypominają im słynną turecką Kapadocję - trudno o lepszą rekomendację.

Bór na Czerwonem - niezwykły rezerwat

Tuż obok lotniska znajduje się kolejny naturalny skarb - Bór na Czerwonem, jeden z najstarszych rezerwatów w Polsce, objęty ochroną w ramach Konwencji Ramsarskiej. To miejsce, gdzie krajobraz ukształtowany przez ustępujące lodowce zachował swój pierwotny charakter. Wzdłuż drewnianej ścieżki edukacyjnej można poznać historię torfowiska, jego ekosystem i unikalną roślinność. Bór na Czerwonem to idealna przestrzeń na spokojny spacer, chwilę oddechu i kontakt z naturą, która zachwyca swoją surową, cichą urodą.

Odwiedzając Nowy Targ, trudno przejść obojętnie obok jego kulturalnego bogactwa. Miasto pełne jest zabytków, muzeów i miejsc, które pozwalają zanurzyć się w lokalną historię i tradycję — i to w sposób naprawdę angażujący.

Zabytki, których zazdrości cały kraj

Jednym z najciekawszych punktów na mapie jest Muzeum Drukarstwa, skrywające absolutny unikat: najstarszy na świecie zachowany model pospiesznej maszyny drukującej z wiedeńskiej fabryki Helbig & Müller. Co więcej, odwiedzający mogą spróbować swoich sił w pracy z tym zabytkowym sprzętem i na chwilę przenieść się do czasów, gdy druk był prawdziwą sztuką. Muzeum regularnie organizuje też warsztaty oraz spotkania edukacyjne, dzięki którym historia druku nabiera zupełnie nowego wymiaru.

Miłośnicy historii regionu docenią również Muzeum Podhalańskie im. Czesława Pajerskiego mieszczące się w zabytkowym Ratuszu miejskim. Sam budynek, którego korzenie sięgają XV wieku, jest już perełką architektury, a znajdujące się wewnątrz ekspozycje opowiadają historię Nowego Targu, jego rzemiosła oraz barwnej twórczości ludowej. W muzeum znajdziemy również wyjątkową wystawę poświęconą związkom Jana Pawła II ze Stolicą Podhala.

Lista nowotarskich zabytków jest długa, jednak na szczególną uwagę zasługują dwa wyjątkowe kościoły: późnogotycki Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej z XIV wieku oraz Kościół św. Anny, którego początki sięgają przełomu XV i XVI stulecia. Każdy z nich skrywa w murach historię regionu i niepowtarzalny klimat dawnych czasów.

ML

Ustka poza sezonem. Niezwykłe atrakcje portowego miasta

Ustka, choć latem tętni życiem i przyciąga tłumy turystów, zachwyca również poza sezonem. Gdy tłumy turystów ustępują, miasto odsłania swoje bardziej intymne oblicze, pełne spokoju i uroku. Spacerując po plaży w chłodniejsze dni, można poczuć bliskość natury i delektować się szumem fal oraz śpiewem mew.

 

Stare Miasto, z charakterystycznymi, kolorowymi domkami, nabiera wówczas wyjątkowego uroku. Ciche uliczki, zdobione kwiatami doniczkowymi, zapraszają do spokojnych spacerów. A wieczorami, w przytulnych kawiarenkach, można delektować się gorącą czekoladą i podziwiać zachody słońca malujące niebo w ciepłych barwach.
Hotel Szerokie Wody, położony tuż przy plaży, oferuje swoim gościom nie tylko komfortowe pokoje, ale przede wszystkim zapierający dech w piersi widok na morze. To idealne miejsce dla osób, które pragną odpocząć od miejskiego zgiełku i delektować się spokojem nadmorskiej atmosfery  fot. travelerdeluxe

Latarnia morska, górująca nad miastem, wydaje się jeszcze bardziej majestatyczna, gdy nie jest otoczona tłumem turystów. Jej światło, rozświetlające ciemności nocy, dodaje Ustce tajemniczości. A spacerując po molo, można poczuć się jak bohater romantycznej powieści.
 
Ustka poza sezonem to także doskonałe miejsce dla miłośników aktywnego wypoczynku. Spacerując po lesie, można napawać się zapachem igliwia i słuchać śpiewu ptaków. Amatorzy sportów wodnych mogą wybrać się na morską wyprawę lub po prostu spacerować brzegiem morza.
 
Niezależnie od tego, czy jesteś miłośnikiem historii, przyrody czy po prostu chcesz odpocząć od miejskiego zgiełku, Ustka poza sezonem ma Ci wiele do zaoferowania. To czas, kiedy można odkryć prawdziwe oblicze tego urokliwego miasta i poczuć jego wyjątkową atmosferę.
 

Ustka, co zobaczyć 

 

Latarnia morska w Ustce

 
Latarnia morska w Ustce usytuowana jest tuż przy nadmorskim deptaku, przy wejściu na portowe molo. Pierwotnie latarnią była aparatura Fresnela z bębnową soczewką i lampą oliwną jako źródło światła, o zasięgu 6 Mm. Była ona podnoszona na maszcie stacji pilotów z 1871roku. W 1892 roku wybudowano nową, dwukondygnacyjną stację pilotów z przylegającą do niej od południa ośmiokątną wieżą, na której znajduje się biała laterna. Latarnia w Ustce przetrwała bez szwanku II Wojnę Światową i została uruchomiona już 15 listopada 1945 roku. W 1993 roku latarnia morska w Ustce została wpisana do rejestru zabytków. 

 
Tutejsza plaża podzielona na dwie części kanałem portowym, to synonim najwyższej zgody, jaka może zapanować podczas plażowania. A to dlatego, że to plaża, która… usatysfakcjonuje każdego.  
Po sztormie miasto staje się prawdziwą mekką poszukiwaczy bursztynu, którzy w gumowych strojach, z kosiorami na ramieniu zanurzają się w spienionych wodach Bałtyku. Ponoć można tu znaleźć najbardziej dorodne okazy w okolicy! Stąd to właśnie w Ustce organizowane są mistrzostwa Polski w wypłukiwaniu „złota Bałtyku”.

 
Kładka, po której możliwe będzie przejście nad kanałem ma długość 53 m. System napędzany jest przez silniki elektryczne, zainstalowane w zachodniej części portu. Kładka zamykać i otwierać będzie się w kierunku morza. Generalnie będzie służyła tylko pieszym. W razie potrzeby może być także udostępniona pojazdom uprzywilejowanym. Poza poprawą dostępności do miejsc prowadzenia działalności dla wszystkich pracowników portu, kładka będzie ułatwieniem komunikacyjnym dla mieszkańców oraz niewątpliwą atrakcją dla turystów.
 
Wyobraź sobie siebie spacerującego po plaży o wschodzie słońca, z kubkiem aromatycznej kawy w dłoni. Po południu możesz zrelaksować się na tarasie, podziwiając zachód słońca malowany przez niebo w najpiękniejszych barwach. Wieczorem, w przytulnym wnętrzu hotelu, czeka na Ciebie spokojny sen, kołysany szumem morza. Marzenie o tak idealnym wypoczynku spełnia hotel Szerokie Wody, synonim luksusu i wypoczynku. 
 
Magdalena Lalik
 

Czechy mają najpiękniejsze jarmarki świąteczne w Europie

Bogato udekorowane światełkami, choinkami, girlandami i innymi elementami świątecznymi, tworzą magiczną atmosferę. Jarmarki bożonarodzeniowe (adwentowe) w Czechach to tradycyjne wydarzenia, które odbywają się w okresie adwentu, czyli około czterech tygodni przed Bożym Narodzeniem. Jarmarki adwentowe w Pradze, Budziejowicach, Krumlov, w Europie nie mają sobie równych. Jak wyglądają czeskie jarmarki i kiedy się odbywają?

Czeskie Budziejowice. Fot.  Art4Promotion

Jarmarki adwentowe w Czechach przyciągają tłumy ludzi szukających świątecznych prezentów, dekoracji, jedzenia i napojów. Na straganach z rękodziełem można znaleźć unikalne świąteczne ozdoby, prezenty, biżuterię, ręcznie robione zabawki i inne produkty. Oferują tradycyjne potrawy świąteczne - są kiełbaski, pieczone kasztany, gofry, ciastka korzenne, grzane wino, piwo świąteczne i inne przysmaki. Niektóre jarmarki rozpoczynają się już pod koniec listopada i trwają aż do początku stycznia. 
 
 
Czeska Praga i jej jarmark adwentowy uważany jest za największy w Czechach. Hradczany w tym czasie błyszczą. Jarmark odbywa się corocznie na Rynku Staromiejskim, a także w innych miejscach Pragi, między innymi na Placu Wacława, Placu Republiki i Placu U Svatého Jiří, nieopodal Zamku Praskiego. W sobotę 2 grudnia na Rynku Staromiejskim zostały uroczyście zapalone lampki na choince. Na gości czeka ciekawy program i stoiska z ozdobami świątecznymi, szopkami, drewnianymi zabawkami, biżuterią, miodem pitnym i innymi przysmakami. Jarmark potrwa do 6 stycznia.
 

Czeskie Budziejowice

 
Czeskie Budziejowice szykują ciekawy program świąteczny od 18 listopada do końca grudnia. Na zabytkowym rynku, który należy do największych w Europie (jego powierzchnia wynosi dokładnie 1 hektar), na gości czekają stoiska z ozdobami świątecznymi i przysmakami.
 

Czeski Krumlov

 
Czeski Krumlov zaprasza na tradycyjny jarmark świąteczny od 1 grudnia do 1 stycznia. Czeski Krumlov należy do najpiękniejszych miast czeskich. Od 1992 roku jest wpisany na listę UNESCO. Tutejszy kompleks zamkowo-pałacowy jest drugim co do wielkości w Republice Czeskiej, po Zamku Praskim. 
 

Brno

Świąteczna atmosfera wypełni również stolicę Moraw Południowych, Brno. Jarmark bożonarodzeniowy na Placu Wolności i Placu Morawskim rozpoczął się 24 listopada. Na dzieci i dorosłych czeka ciekawy program i mnóstwo przysmaków, między innymi morawskie frgale (okrągłe ciasta z nadzieniem serowym lub owocowym). Impreza potrwa do 23 grudnia.
 

Mikulov

 
Od 9 do 10 grudnia na jarmark świąteczny z tradycyjnymi rzemiosłami i smakołykami zaprasza Mikulov na Morawach Południowych. 
 

Ołomuniec

 
Jarmark świąteczny w Ołomuńcu odbędzie się od 19 listopada do 23 grudnia. W centrum pięknego miasta wpisanego na listę UNESCO na gości czeka ciekawy program kulturalny, między innymi wspólne śpiewanie kolęd, poczta i warsztat Świętego Mikołaja, lodowisko z wypożyczalnią sprzętu, duża drewniana szopka betlejemska, tradycyjne rzemiosła i typowe czeskie i morawskie potrawy związane z Bożym Narodzeniem. W tym roku organizatorzy planują również stworzyć "szlak ponczu", który z pewnością spodoba się wszystkim miłośnikom tego tradycyjnego napoju. 
 

Zlínie

 
Na jarmarku w Zlínie od 2 do 23 grudnia spróbujemy ponczu, miodu pitnego, grzanego wina i mnóstwa innych przysmaków.
 

Ostrawa

 
Ostrawski Jarmark Świąteczny należy do najważniejszych wydarzeń w mieście, dzięki któremu cały Plac Masaryka ożywa i oczarowuje swoim niepowtarzalnym świątecznym klimatem. Odbędzie się od 25 listopada do 1 stycznia. Program na rynku oferuje wiele ciekawych występów muzycznych znanych czeskich gwiazd, ale również dziecięcych zespołów szkolnych. Nierozłączną częścią wydarzenia są stoiska oferujące grzańce, czyli vánoční punč, grzane wina, czekolady na gorąco i przekąski słone i słodkie oraz ciepłe skarpetki, bombki, zestawy prezentowe, formy do ciastek i wiele innych wyrobów. Oczywiście nie zabraknie również wielkiego diabelskiego młyna, z którego będzie można podziwiać całą świąteczną panoramę Ostrawy.

Pilźno

 
W Pilźnie stoiska świąteczne pojawiły się 23 listopada. Na gości czekają grzańce, staroczeskie trdelniki, pierniczki i inne przysmaki.

Karlowe Wary

Świąteczna atmosfera zapanuje także w najsłynniejszym czeskim uzdrowisku, Karlowych Warach. Przez cały miesiąc od 2 do 26 grudnia centrum miasta zapełnią stoiska z przysmakami i ozdobami świątecznymi. 
 

Liberec

 
Jarmark bożonarodzeniowy w Libercu odbywa się od 24 listopada do 23 grudnia na placu obok ratusza.
Bajkowe jarmarki szykują od końca listopada piękne miasta w regionie Wysoczyzna, między innymi Jihlava, Třebíč czy Světla nad Sázavou. 
 

Hradec Králové

 
Na tradycyjnym jarmarku w Hradcu Králové od 8 do 22 grudnia na gości czeka szeroki asortyment świątecznych wyrobów – ozdób, ceramiki i regionalnych przysmaków.

Tradycyjne zwyczaje świąteczne zaprezentuje pobliski skansen Wesoły Pagórek (czes. Vesely Kopec) od 2 do 10 grudnia i rezerwat architektury ludowej, Betlem Hlinsko.
 

Rožnov pod Radhoštěm

 
Malowniczy skansen wołoski w Rožnovie pod Radhoštěm szykuje 9 i 10 grudnia tradycyjny jarmark świąteczny, na którym zakupimy tradycyjne wyroby rzemieślnicze, zapoznamy się z miejscowymi zwyczajami, a także z ekspozycją skansenu. Rožnov pod Radhoštěm leży w sercu Beskidu Morawskiego, u podnóża góry Radhošť. Muzeum Wołoskie, najstarsze w swoim rodzaju w Europie Środkowej, należy do najatrakcyjniejszych zabytków sztuki ludowej.

Bogaty program kulturalny, zdobienie tradycyjnych pierniczków, pokazy wyrobu i dekorowania ozdób świątecznych i wiele ciekawych wydarzeń szykuje także większość czeskich zamków i pałaców.