Hotele
Linie lotnicze

Artykuły chętnie czytane na stronie

Podróże

Czytaj też

Kolacja, ślub czy reperowanie zdrowia? Niezwykłe oblicza kopalni Wieliczka

Kopalnia. To słowo kojarzy się zwykle z labiryntem wąskich korytarzy i ciemnymi podziemnymi salami. Kto jednak czytał Tolkiena i ma przed oczami “dumę krasnoludów” - Morię, ten wie, że niektóre kopalnie, to prawdziwe podziemne pałace - zachwycające bogactwem i majestatyczną urodą. I nie trzeba wcale szukać ich w Śródziemiu. Wystarczy zjechać do Wieliczki.


Nie znajdziemy w niej wprawdzie szlachetnych kamieni, jest za to sól - białe złoto średniowiecznej Europy, z której powstało imponujące dzieło sztuki, wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.


Solna ekspozycja rzeźbiarska zlokalizowana w zabytkowej komorze Janowice na Trasie Turystycznej w Kopalni Soli „Wieliczka”. Scena ilustruje słynną legendę o pierścieniu świętej Kingi, która według podań przyniosła sól do Polski


Solny pałac


Historia Kopalni Soli “Wieliczka” ma blisko 800 lat. Zgodnie z legendą jej powstanie związane jest z postacią św. Kingi, której zaręczynowy pierścień został znaleziony w pierwszej wydobytej tu bryłce soli. Dziś w kopalni nie wydobywa się już białego złota. Stworzony przez pokolenia górników podziemny pałac został jednak zachowany i udostępniony zwiedzającym, budząc zachwyt gości z całego świata. Większość z nich zwiedza kopalnię wędrując trasą turystyczną, na której znajdują się najpiękniejsze solne korytarze i komnaty. Ciekawi ukrytego głębiej i pozornie mniej widowiskowego obrazu kopalni, wkładają kaski i kombinezony i odkrywają tajemnice podziemnego świata wędrując trasą górniczą. 

Kolacja głęboko pod ziemią w Kopalni Soli „Wieliczka” to unikalne doświadczenie kulinarne, które można zrealizować zależnie od tego, czy planujesz wizytę indywidualną, wyjątkowy wieczór z noclegiem, czy imprezę zamkniętą


Udostępnianie kopalni nie jest pomysłem nowym. Już w XV wieku odwiedził ją Kopernik. Byli tu także m.in. Johann Wolfgang von Goethe, car Aleksander I, cesarz Franciszek Józef czy św. Jan Paweł II, którego pomnik znajduje się w najpiękniejszej z wielickich sal - kaplicy św. Kingi. Kaplica to prawdziwe dzieło sztuki sakralnej tworzone przez dziesięciolecia przez kolejne pokolenia górników. Od podłogi po sufit, przez ołtarz, rzeźby świętych, konfesjonał, zdobienia ścian i imponujące żyrandole - wszystko tu zrobione jest z soli. Kaplica św. Kingi nie tylko zachwyca - ona wprost onieśmiela swym pięknem. Lista miejsc w kopalni, które zapierają dech w piersi jest oczywiście znacznie dłuższa. Komora Warszawa - największa z ponad 2000 wielickich komór - imponuje rozmiarem. Podobnie Komora Staszica, tak wysoka, że można w niej było odbyć lot balonem, wpisany na listę rekordów Guinnessa. 


Kaplica św. Kingi w Kopalni Soli „Wieliczka”, położonej 101 metrów pod ziemią. Jest to największa podziemna świątynia solna na świecie


Kultura w kopalni 



Tak wyjątkowe przestrzenie zostały nie tylko docenione przez miliony odwiedzających je każdego turystów, ale stały się też scenerią dla wielu magicznych i spektakularnych wydarzeń. Wystawy, koncerty, pokazy mody, projekcje filmowe – pod ziemią życie kulturalne kwitnie. Kwitnie też życie towarzyskie. Nie wszyscy wiedzą, że niektóre komory można wynająć i zorganizować w nich własne imprezy. Coraz więcej osób decyduje się wziąć pod ziemią ślub. Sakramentalne tak można powiedzieć nie tylko w Kaplicy św. Kingi, ale też w uroczej i bardzo kameralnej Kaplicy św. Jana.

Popularne jest też organizowanie pod ziemią przyjęć okolicznościowych, eventów, a nawet szkoleń pracowniczych. Wybór sal jest bardzo duży - od niewielkich komór dla kilkudziesięciu osób, przez przepiękną komorę Michałowice, z imponującymi schodami, po mieszczącą nawet 800 osób komorę Warszawa, w której odbywają się iście królewskie przyjęcia, pokazy mody czy festiwale muzyczne.

Kopalnię soli Wieliczka można zwiedzać, można w niej wziąć ślub, przeżywać kulturalne uniesienia czy odszukiwać plany ze znanych filmowych produkcji jak “Seksmisja” czy “Młyn i krzyż”. Można w niej także zjeść elegancją kolację przygotowaną przez wybitnych szefów kuchni zatrudnianych przez kopalnię, przepłynąć się po słonym jeziorze i wysłuchać koncertu w ciemności... Ale można tu także zadbać o swoje zdrowie i spędzić noc w wyjątkowych warunkach. 135 metrów pod ziemią znajduje się bowiem Uzdrowisko Kopalni Soli “Wieliczka”, specjalizujące się w leczeniu dolegliwości układu oddechowego oraz schorzeń alergicznych.


Podziemne uzdrowisko


Dobroczynne działanie mikroklimatu podziemnych komór solnych wykorzystywano już w pierwszej połowie XIX wieku. Początkowo działał tu założony przez dr Feliksa Boczkowskiego zakład kąpielowy, który z czasem zmienił się w sanatorium. Kluczową rolę ogrywa wyjątkowo korzystny bioklimat kopalni - niezwykła czystość powietrza, brak alergenów oraz wysoki poziom jonów chloru i sodu, a także wapnia i magnezu. Podstawą leczenia schorzeń układu oddechowego jest połączenie rehabilitacji oddechowej z subterraneoterapią (leczniczym wykorzystaniem środowiska podziemi), którą zapoczątkował dr Mieczysław Skulimowski. Za jego sprawą w 1958 roku w Wieliczce powstało pierwsze w Polsce i drugie na świecie podziemne sanatorium. 


Podziemne Uzdrowisko Kopalni Soli „Wieliczka” to jedyny w swoim rodzaju ośrodek rehabilitacyjno-leczniczy zlokalizowany głęboko pod ziemią. Pacjenci oraz kuracjusze zjeżdżają na głębokość 135 metrów, gdzie w komorach solnych (takich jak komory Jezioro Wessel, Smok czy Stajnia Gór Wschodnich) korzystają z unikalnego mikroklimatu


Obecnie w niewielkim uzdrowisku można poddać się zarówno procedurom leczniczym, jak i rekreacyjnym. W komorze Smok odbywają się zajęcia ruchowe. W Stajni Gór Wschodnich kuracjusze mogą się zrelaksować podczas inhalacji przy tężni solankowej. W drugiej części tej komory zorganizowano bazę noclegową na 28 osób. Nocleg w kopalni to nie tylko atrakcja, ale też forma terapii. Sercem uzdrowiska jest jednak przepiękna komora Jezioro Wessel, z subtelnie podświetlonym solankowym jeziorem, wokół którego ustawiono stanowiska do ćwiczeń i relaksu. To miejsce, które nie tylko leczy ciało, ale także koi zmysły. Kopalnię Soli “Wieliczka” można eksplorować na wiele sposobów. Każdy z nich dostarcza innych wrażeń, ale wszystkie są wyjątkowe.

Magda Bukowska


Hercegkút: Odkryj magiczną krainę hobbitów w sercu Tokaju

Węgry – kraj tysiąca twarzy. Zwykle kojarzymy je z Budapesztem, kąpieliskami termalnymi i czerwonym od papryki gulaszem. Jednak dla prawdziwych koneserów, to właśnie węgierskie winnice skrywają prawdziwe skarby. Tym razem wybraliśmy się na niezwykłą podróż do regionu Tokaj, gdzie wino jest nie tylko napojem, ale prawdziwym dziełem sztuki. Zabieramy Was do Hercegkút, gdzie pierwsze skrzypce grają wino, piwnice i bajkowe krajobrazy.

Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe


 
Kolejna przygoda na Węgrzech! Tym razem zamieniamy gwarne ulice Budapesztu na malownicze winnice regionu Tokaj. Naszym celem jest niezwykłe miejsce – Hercegkút, gdzie czekają na nas tajemnicze piwnice i wyjątkowe doznania.

Od tętniącego życiem Budapesztu po malownicze winnice Tokaju – Węgry to kraj o niezwykłej różnorodności. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. fot. Travelerdeluxe

Odkryj domy Hobbitów w Hercegkút, zanim zrobi się o nim głośno!

 
Hercegkút, malownicza wioska położona w sercu słynnego regionu winiarskiego Tokaj w północno-wschodnich Węgrzech, to prawdziwa gratka dla miłośników wina i spokoju. Ten urokliwy zakątek, otoczony wzgórzami pokrytymi winnicami, zachwyca swoim bajkowym klimatem i bogatą historią.
 
Hercegkút, jako część regionu Tokaj, oferuje nie tylko możliwość degustacji wyśmienitych win, ale także niezwykłe doświadczenia sensoryczne. Spacerując po malowniczych winnicach, można podziwiać przepiękne widoki i zatopić się w wyjątkowej atmosferze tego miejsca. Liczne piwnice winne, często wykute w tufie wulkanicznym, zapraszają do degustacji i odkrywania tajemnic produkcji wina.

  • • Czy wiedziałeś, że węgierskie wino Tokaj było ulubionym napojem królów i arystokratów?
  • • Tokaj to nie tylko wino, to prawdziwa filozofia życia.
  • • Wyobraź sobie, że stoisz w piwnicy, w której leżakują wina starsze niż Twoi dziadkowie.
  •  
    Hercegkút, malownicza wioska w sercu regionu Tokaj, skrywa niezwykłą tajemnicę. Pośród wzgórz pokrytych winnicami znajdują się unikalne piwnice winne, które ze względu na swój kształt i położenie nazywane są Węgierskimi Domami Hobbitów.
    Te niezwykłe budowle, zbudowane w czterech charakterystycznych zestawach, są rozpoznawalne już z daleka dzięki swoim trójkątnym wejściom. Schodząc pod powierzchnię ziemi na głębokość od 10 do nawet 40 metrów, odkrywamy dwupiętrowe labirynty piwnic, gdzie dojrzewają jedne z najlepszych win na świecie.
    Dlaczego właśnie taki kształt? Trójkątny kształt wejścia do piwnicy nie jest przypadkowy. Jego konstrukcja sprzyja utrzymaniu stałej, niskiej temperatury i wilgotności – idealnych warunków do leżakowania wina. Ponadto taki kształt zapewniał ochronę przed wahaniami temperatury i wilgotności, co było szczególnie ważne w przeszłości.
    Co kryją w sobie Węgierskie Domy Hobbitów? W tych podziemnych korytarzach dojrzewają przede wszystkim słynne wina Tokaju, w tym Tokaji Aszú. Szlachetna pleśń botrytis cinerea, która nadaje winom niezwykły smak i aromat, doskonale rozwija się w specyficznych warunkach panujących w tych piwnicach. 

    5 powodów, dla których musisz odwiedzić Hercegkút

     
    Hercegkút to nie tylko miejsce dla miłośników wina, ale także dla wszystkich, którzy cenią sobie piękno przyrody, bogatą historię i wyjątkowe doznania sensoryczne. Hercegkút to miejsce, które trzeba zobaczyć na własne oczy, ponieważ:

    • Niepowtarzalna atmosfera: Spacerując po podziemnych labiryntach piwnic, poczujesz się jak w bajce.
    • Degustacja wyjątkowych win: Spróbujesz win, których smak zapamiętasz na długo.
    • Kontakt z historią: Dowiesz się więcej o tradycjach winiarstwa w regionie Tokaj.
    • Piękne krajobrazy: Poza piwnicami, Hercegkút oferuje malownicze widoki na winnice i okoliczne wzgórza.
    • Lista UNECO: Unikalny krajobraz kulturowy, wpisany na Listę UNESCO w 2002 roku, świadczy o długiej historii uprawy winorośli w regionie.
     
    Węgry to prawdziwa perełka Europy. Każdy zakątek tego kraju kryje w sobie unikalne historie i niespodzianki. Hercegkút jest tego doskonałym przykładem. 

    Wina i winnice w Tokaju. Jak je zwiedzać?

     
    Region Tokaj słynie przede wszystkim z produkcji niezwykle słodkich win, takich jak słynny Tokaji Aszú. Te wyjątkowe wina powstają dzięki szlachetnej pleśni botrytis cinerea, która koncentruje cukry w winogronach, nadając im niezwykłą słodycz i aromat. Tokaji Aszú to prawdziwy skarb węgierskiego winiarstwa, doceniany przez koneserów na całym świecie.

    Magdalena Lalik

    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Sky Bridge w Czechach. Jak wygląda najdłuższy most wiszący na świecie

    Mosty wiszące często kojarzą się nam z filmowymi obrazkami kręconymi w niedostępnych gęstwinach Azji Południowo-Wschodniej czy Ameryki Południowej. Tymczasem dwa największe na świecie znajdują się w Europie: jeden w Portugalii, drugi w Czechach (Sky Bridge) i to tuż przy granicy z Polską. Lepszego pretekstu do odwiedzenia takiego miejsca już nie znajdziecie.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Sky Bridge 721 robi wrażenie nawet wtedy, gdy pogoda wam nie dopisze i cała okolica pokryje się mgłą. fot. Traveler Deluxe


    Sky Bridge 721 otwarto w maju 2023 roku. Budowany był aż dwa lata, ale warto było czekać. To niezwykle imponująca konstrukcja, z której widoki zapierają dech w piersiach. Oczywiście o ile odważycie się na niego wejść. Jak sama nazwa wskazuje, ma 721 metrów długości i rozpostarty jest na wysokości 95 metrów między Jesionikami i Górami Orlickimi, dokładnie pomiędzy szczytami o niepozornie brzmiących nazwach Chlum (1118 m n.p.m.) i Slamnik (1232 m n.p.m.). To wielka atrakcja nie tylko regionu Dolni Morava, lecz i całych Czech.

    Na pierwszy rzut oka i ucha przekonujemy się, jak wielu spotkamy tu naszych naszych rodaków. Nic dziwnego, atrakcja ta leży 14 kilometrów od granicy z Polską (wjeżdżając od strony przejścia granicznego w Boboszowie w Kotlinie Kłodzkiej). Na miejscu szybko okazuje się też, że sam Sky Bridge 721 jest tylko wabikiem do mnóstwa innych atrakcji. Przede wszystkim mamy tu kolejną, imponującą konstrukcję, 55-metrową Ścieżkę w Obłokach, z której podziewać można wiszący most w całej swej okazałości. Są tam też park edukacji i rozrywki dla dzieci, kolejka górska, która wije się przez kilka kilometrów i daje wielką frajdę przy zjeździe z góry oraz trasy kolarskie i narciarskie.

    Warto wiedzieć

    • Przed wyjazdem pod Sky Bridge warto zapoznać się z ostrzeżeniami, że to atrakcja dla osób, które nie mają lęku wysokości powodujących zawroty głowy. 
    • Nie można tam również wybrać się ze zwierzętami domowymi oraz z wózkami inwalidzki czy dziecięcymi. 
    • Standardowa wyprawa trwa około 1,5 godziny. 
    • Koszt w pakiecie z wjazdem i zjazdem kolejką + ceną wejścia na most i inne pobliskie atrakcje to ponad 200 zł dla osoby dorosłej.

    Mateusz Szewczyk


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Marsylia - między legendą a codziennością

    Jest starsza niż Paryż i wcale się tym nie przejmuje. Spacerując po ciasnych uliczkach i nad brzegiem portu w Marsylii, czuję, że każde skrzyżowanie zmienia zapachy, kolory i rytm rozmów. Przewodnik po jednym z ciekawszych miast Francji.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Wzgórza Marsylii travelerdeluxe

    Miasto wielu światów

    Marsylia nigdy nie miała jednego centrum. Każda dzielnica to osobny mikroświat. Le Panier kusi wąskimi uliczkami, kolorowymi kamienicami i galeriami pełnymi lokalnej sztuki. Cours Julien pulsuje alternatywnym duchem młodych ludzi, murales wprowadzają w klimat nieformalnej kultury miasta. Na horyzoncie widać Château d’If, wyspę-fortecę z „Hrabiego Monte Christo”, gdzie literatura i historia splatają się z rzeczywistością.

    Ulice żyją na zewnątrz, chodniki stają się salonem, a rozmowy, śmiech i gesty mieszkańców tworzą tło codzienności. Marsylia nie stara się zachwycać elegancją: krzywe kamienice stoją mimo niestabilnego podłoża, a próby ich prostowania kończą się katastrofami. Wspinaczka stromymi schodami, które czasem prowadzą donikąd, odsłania widoki i rytm miasta, a brak jednej osi centralnej sprawia, że Marsylia zawsze pozostaje odkryciem.

    Port – serce miasta

    Vieux-Port to najstarszy działający port Europy, serce miasta i centrum emocji. Dawniej port pełnił funkcję pierwszego „internetu”, wiadomości rozchodziły się szybciej niż do ratusza, a plotki kształtowały opinię publiczną. Dziś nadal pulsuje życiem: ryby, łodzie, marynarze i mieszkańcy tworzą unikalną atmosferę, której nie da się zasymulować.

    Marsylia Port fot. Travelerdeluxe

    Fort Saint-Jean i Fort Saint-Nicolas strzegły wejścia do portu przez wieki. Dziś można spacerować po murach, podziwiając widok na MuCEM, nowoczesne muzeum, w którym tradycja łączy się z architekturą XXI wieku. Pod wodą leżą zatopione fundamenty i wraki sprzed setek lat, a stare liny marynarze traktowali jak amulety, przechowując je w domach „na szczęście”.

    Legendy portu są żywe: mgła przynosi szum wioseł duchów rybaków, a co kilkanaście lat ktoś dostrzega światła znikającego statku. Notre-Dame de la Garde, złota figura Maryi na wzgórzu, strzeże portu i według starszych marynarzy potrafi odwracać burze. Pod Vieux-Portem mają istnieć tajemne tunele łączące magazyny, kościoły i prywatne domy, pozostałość po czasach przemytu i pierwszych gangów portowych.

    Marsylia w historii Francji

    Założona około 600 roku p.n.e. przez Greków z Fokai, Massalia była miastem-państwem, w którym od początku spotykały się różne kultury i wpływy. Portowa działalność handlowa wprowadzała na teren dzisiejszej Francji wino, oliwę, alfabet i monetę. Gdy Marsylia pływała po Morzu Śródziemnym, Paryż wciąż był osadą plemienną.

    Oficjalnie francuska od 1481 roku, Marsylia zachowała mentalną niezależność: była zbyt głośna, zbyt niezależna, zbyt trudna do kontrolowania. Mieszkańcy rzadko mówią „jestem Francuzem”; częściej powtarzają: „jestem z Marsylii”. Od wieków przyciąga uchodźców, marynarzy i handlarzy, tworząc najbardziej wielokulturowe miasto Francji.

    Marsylia i jej mieszkańcy

    Tu mówi się z akcentem, który brzmi jak śpiewanie, a slang bywa niezrozumiały nawet dla Francuzów. Marsylia wybiera swoich mieszkańców: ci, którzy jej nie pasują, znikają w ciągu roku, bez powodu i ostrzeżenia. Futbol jest tu religią - Olympique de Marseille, założony w 1899 roku, w dni meczowe zmienia rytm miasta: bary wypełniają się ludźmi, ulice stają się głośniejsze, rozmowy bardziej ekspresyjne. Kolory klubu - błękit i biały - odbijają niebo i morze.

    Muzeum mydła marsylskiego fot. travelerdeluxe

    Kawa jest tu tańsza niż woda, a bary przewyższają liczbę piekarni. Marsylia żyje na zewnątrz: targi, place i nabrzeża pulsują codziennością, zapachem świeżych ryb, ziół i oliwy.

    Zabytki i spacery

    Bazylika Notre-Dame de la Garde strzeże portu i miasta z wzgórza. La Corniche oferuje widok na zatokę, wille i latarnie morskie. Fontaine de la Rotonde symbolizuje XIX-wieczny przepych, a Fort Saint-Jean i Fort Saint-Nicolas pozwalają poczuć historię i oglądać port z perspektywy wieków. MuCEM łączy tradycję z nowoczesnością, tworząc unikalną przestrzeń dla cywilizacji Morza Śródziemnego.

    Marsylia Bazylika Notre-Dame de la Garde fot. travelerdeluxe

    Marsylia Cours Julien fot. travelerdeluxe

    Schody, wzgórza i labirynty ulic zmuszają do ruchu, ale nagradzają widokami i odkrywaniem kolejnych historii. Każda dzielnica - od Le Panier po Cours Julien - ma własny rytm, a spacer po niej to podróż przez wieki, kultury i emocje mieszkańców.

    Kuchnia Marsylii

    Marsylia to kulinarna stolica południowej Francji. Króluje Bouillabaisse, pierwotnie danie biedaków z ryb niesprzedanych na targu, dziś rytuał: ryby osobno, wywar z grzankami i sosem rouille. Każda restauracja ma własną recepturę, ale zasada pozostaje niezmienna: świeże ryby i lokalne przyprawy.

    Na ulicy spróbowałam Panisse - smażone placki z ciecierzycy - i Tapenade z oliwek, anchois i kaparów. Portowa kuchnia oferuje Sardinade, grillowane sardynki, a także krewetki, kalmary i małże. Mięsożercy znajdą Pieds et paquets, jagnięce nóżki i flaki duszone w ziołach. Na deser - Navettes, ciasteczka w kształcie łodzi, tradycyjnie pieczone na święto Ofiarowania.

    Marsylia smakuje jeszcze przed pierwszym kęsem: w powietrzu unosi się aromat czosnku, oliwy i morza, a targi pulsują kolorem, życiem i historią.

    Magdalena Lalik

    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Mercure Katowice Centrum. Idealny przykład zrównoważonego hotelarstwa

    Coraz większa świadomość ekologiczna u wielu osób przekłada się w podróży na wybór zrównoważonego hotelu. Takiego, który wykorzystuje potencjał otoczenia, przyczynia się do rozwoju lokalnej gospodarki i dba o ochronę środowiska. Również takiego, który zachęca do poszukiwania zrównoważonych rozwiązań i kierowania się na co dzień ekologią. Mercure Katowice Centrum w pełni wpisuje się w koncepcję zrównoważonego hotelarstwa.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

     
    Koncepcja zielonego hotelarstwa w Katowicach jest podwójnie istotna, bowiem samo miasto zamienia się w strefę wypełnianą naturą. Już dziś jest jednym z najbardziej zielonych miast w Polsce. Ponad 42 proc. powierzchni zajmują tu lasy, również pozostałości prastarej Puszczy Śląskiej. Mercure Katowice Centrum świetnie wpisuje się miejską inicjatywę. Co więcej, hotel za wzór stawiać można obiektom w całej w Polsce, tym bardziej, że zrównoważony rozwój w hotelarstwie jest na naszym rynku wciąż rozwijającą się ideą. Tymczasem katowicki hotel wprowadza na rynek wiele innowacyjnych pomysłów, swoim wymagającym gościom zapewniając realizację wyśrubowanych celów w obszarze różnorodności i integracji. Nie bez znaczenia jest fakt, iż funkcjonowanie Mercure Katowice Centrum zgodnie zasadami zrównoważonego rozwoju znacznie wykracza poza obszar samej ekologii. Poza działaniami proekologicznymi, obejmuje również aspekty ekonomiczne, a personel głęboko angażuje się w rozmaite ekologiczne działania, wpisując się w istotną część filozofii tego miejsca.
     
    Czytaj też
     
     

    Niezwykły ekologiczny budynek

     
    Zaprojektowanie prawdziwie ekologicznego budynku jest dla architektów wciąż jednym z większych wyzwań. Wystarczy jednak jeden rzut oka na czterogwiazdkowy Mercure Katowice Centrum, by zauważyć, że jest idealnym przykładem nowoczesnej istoty ekohotelu. Jego powstanie w sercu stolicy Górnego Śląska przy ul. Młyńskiej, wydaje się o tyle łatwiejsze, że hotel na rynku wciąż uznać można za nowy. Otwarto go w 2021 roku.
     

    Bryła hotelu w harmonijny sposób wpasowuje się w otoczenie, zwracając uwagę zieloną ścianą umieszczoną na frontowej części budynku, którą dostrzec można z wielu perspektyw. Wysoka na 18 i szeroka na ponad 10 metrów jest największą zieloną ścianą w Katowicach. Co ciekawe, z drugiej strony budynku umieszczono jeszcze jedną, a obie utkano z 7 tysięcy roślin kilkunastu gatunków.
    Ściana wypełniona roślinami jest jednym z dowodów na to, że świadomość ekologiczna i koncepcja zrównoważonego hotelarstwa są głęboko zakorzenione w strukturze obiektu. Powstała dzięki zamontowaniu paneli tekstylnych wyprodukowanych z materiałów poddanych recyklingowi. Każdy panel posiada "kieszenie" kształtem przypominające doniczki, w których posadzono rośliny. Funkcjonują dzięki zastosowaniu inteligentnej technologii. Podlewane są dzięki specjalnemu systemowi nawadniania zasilanemu deszczówką, dla której zbiornik na wodę umieszczono w piwnicy.
    Zielona ściana jest pierwszym dowodem na to, iż szanuje się tu środowisko oraz lokalną faunę i florę, choć na dobrą sprawę wiele rozwiązań świadomie wprowadzonych na etapie projektowym ułatwia przyjazne dla środowiska użytkowanie budynku, wpływając korzystnie na dobrobyt okolicy i przynosząc korzyści środowisku, w którym znajduje się hotel.
     


    Mówiąc o ekologii, nie można oczywiście pominąć obecności naturalnej roślinności we wnętrzach hotelu, bowiem ta w Mercure Katowice Centrum jest imponująca. Wypełnia hotelowe lobby, bar i restaurację. Rośliny są nie tylko wyjątkowym elementem aranżacji, ale wprowadzają spokój, ograniczają hałas, oczyszczają powietrze i pozwalają odpocząć oczom.

    Pokoje pełne harmonii

     
    Hotel posiada 268 pokoi rozmieszczonych na 8 piętrach, w tym apartamenty wypełnione spokojnymi, naturalnymi materiałami i fakturami. Neutralne barwy pozostają tłem do pośpiechu, jaki można zobaczyć za oknem. Pokoje są stylowe i wygodne, spójne z pozostałą częścią budynku zaprojektowanego z myślą o zrównoważonym rozwoju. Zastosowano tu naturalne materiały i wyposażenie z recyklingu, drukowane materiały hotelowe zastąpiono cyfrowymi rozwiązaniami (kody QR). Korzystać można z rozgrzewających kaw i herbat, także z zestawu do prasowania będącego na wyposażeniu pokoi.
    Pozostańmy na chwilę przy widoku z okna, bo i on stanowi tu pewną atrakcję. Część okien (bardzo dobrze wyciszonych) serwuje widok na ruchliwy dworzec PKP w Katowicach, najważniejszą stację kolejową Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Życie w tym miejscu niemal nie zamiera - pociągi przyjeżdżają i odjeżdżają. Ten widok z całą pewnością jest spełnieniem marzeń dla osób kochających zabawę kolejką, spełniających się w układaniu torów, skomplikowanych pętli i rozjazdów oraz wprawiania w ruch pociągów.

    Działania na rzecz środowiska

     
    Podążanie za najnowszymi trendami sprawiło, iż w centrum miasta powstał hotel wyróżniający na tle konkurencji, a sam pobyt w w Mercure Katowice Centrum odkrywa nowe perspektywy, jakie niesie ze sobą ekologiczna turystyka. Ot, weźmy za przykład rezygnację z dojazdu do hotelu samochodem, i to z różnych regionów Polski. Pozwala na to bliskie sąsiedztwo dworca PKP i PKS, oraz bezpośrednie połączenie na Lotnisko Katowice. Łatwo dostępne środki transportu publicznego, również infrastruktura rowerowa i możliwość wypożyczenia roweru, pozwalają zwiedzać ekologicznie miasto i jego okolice.
    Świadomy ekologicznie turysta docenia również fakt, iż hotel minimalizuje niepotrzebne opakowania, eliminując jednorazowe tworzywa sztuczne. To istotne, bowiem liczba mini plastikowych butelek marnowanych i używanych na co dzień w hotelach bywa ogromna. Tu jednorazowe opakowania zastąpiono produktami w opakowaniach wielokrotnego użytku. Zmniejszenia ilości plastiku to również rezygnacja w łazienkach z jednorazowych pojemników z kosmetykami na rzecz dozowników wielokrotnego użycia, zarówno pod prysznicem, jak i przy umywalkach. W pokojach dostępne są też inne ekologiczne rozwiązania, wśród nich kosze umożliwiające segregację odpadów.

    Edukacja gości hotelowych jest kolejną nieodłączną częścią walki o ekologię, choćby przez zachęcanie do ponownego używania ręczników, do rezygnacji z codziennego sprzątania pokoi, jeśli nie jest to konieczne, redukcji zużycia wody, czy ograniczenia marnowania żywności.
    W odpowiedzialność środowiskową wpisuje się też funkcjonowanie zielonej ściany na elewacji hotelowego budynku. Ten element obniża ilość energii potrzebnej do wychłodzenia budynku, który latem mniej się nagrzewa i wewnątrz w mniejszym zakresie konieczne jest używanie klimatyzacji.
    Oszczędność energii dla Mercure Katowice Centrum jest kwestią zasadniczą. Na dachu działają panele fotowoltaiczne, które produkujące prąd na potrzeby budynku, a ciepło odzyskuje się m.in. z okapów kuchennych. Wśród innowacyjnych elementów są tu wymienniki ciepła pomiędzy garażem i pomieszczeniami wspólnymi, albo wyłożenie część nawierzchni (wjazdów i parkingów wewnętrznych) tiocementem zawierającym fotokatalizator aktywnie usuwający tlenki azotu z zanieczyszczonego powietrza.
    Zespół hotelu mocno angażuje się w projekty na poziomie lokalnym, co mocno wpisuje się w strategię zrównoważonego rozwoju. Mercure Katowice Centrum zorganizował choćby akcję wielkiego sprzątania terenu osiedla Tysiąclecia. Do akcji dołączyli pracownicy Zakładu Zieleni Miejskiej i Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej.

    Śniadania i Restauracja WineStone

     
    Świadoma konsumpcja staje się dla wielu osób podstawową zasadą życia. Posiłki, ze szczególnym naciskiem na śniadania odzwierciedlają, jak wysokie są ambicje hotelu, jeśli chodzi o jedzenie i napoje serwowane podczas posiłków.
    Wykorzystanie lokalnej i sezonowej żywności daje szansę gościom na wypróbowanie żywności ekologicznej, produkowanej lokalnie, ale przede wszystkim oryginalnych i smacznych produktów regionalnych.


    Jest tu też Restauracja WineStone, dostępna nie tylko dla hotelowych gości. Kulinarny koncept kusi bogatym wyborem win z całego świata i regionu. W ramach kampanii Discover Local, kartę wypełniają tu smaki regionalnej kuchni i tradycji. Warto się skusić na coś prawdziwie śląskiego.

    Nie tylko dla biznesu


    Standardem staje się wybór ekologicznych miejsc nie tylko na nocleg, ale też organizację konferencji. Na miejsca funkcjonujące zgodnie z duchem zrównoważonego rozwoju zwraca uwagę wiele firm kierujących się ochroną środowiska na co dzień. Mercure Katowice Centrum posiada nowoczesne sale konferencyjne. Jest tu też gabinet masażu oraz centrum fitness z siłownią, nie trzeba wiec rezygnować z treningu podczas wizyty w katowickim Mercure.
    Hotel posiada podziemny parking. Mercure Katowice Centrum oferuje też gościom stacje ładowania pojazdów w garażu podziemnym i na placu przed hotelem.
    Osoby podróżujące z czworonogami ucieszy fakt, iż hotel jest przyjazny zwierzętom. Tutaj są one nie tylko w pełni akceptowane, ale przyjmowane z zachwytem.
    Usytuowanie hotelu jest jego kolejnym wielkim atutem. Zaledwie 200 m od hotelu znajduje się przystanek tramwajowy z dojazdem do Centrum Kongresowego (5 min). Także bliskie sąsiedztwo Galerii Katowickiej oraz Rynku, Spodka, NOSPR i Muzeum Śląskiego sprawia, że jest to optymalne miejsce do odkrywania Katowic turystycznie i biznesowo.

    TdL

    Kontakt
    Młyńska 6
    40-098 Katowice
    tel. 32 797 88 00

    fot. Travelerdeluxe

    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe



    Chur - miasto historii i pozaziemskich atrakcji Gigera

    Chur, najstarsze miasto Szwajcarii, pełne jest niespodzianek. To nie tylko historyczne serce kantonu Gryzonia, ale też miejsce, gdzie odnajdziecie niezwykłe, wręcz pozaziemskie atrakcje!

    Chur, najstarsze miasto w Szwajcarii, to prawdziwa skarbnica niespodzianek. Nie tylko stanowi bijące serce Gryzonii, ale również oferuje doświadczenia tak niezwykłe, że zdają się pochodzić z innego świata fot. travelerdeluxe

    Chur zaskakuje. Najstarsze miasto w Szwajcarii jest fascynującym połączeniem historii z nowoczesnym charakterem. Pomiędzy wąskimi uliczkami, zamkiem, katedrą i tętniącymi życiem targami, usadowiły się przytulne kawiarnie i kolorowe butiki. Co warto podkreślić, stare miasto Chur, intensywnie odrestaurowane w ostatnich dekadach, obecnie jest jednym z najlepiej zachowanych w Szwajcarii.

    Historia najstarszego miasta Szwajcarii


     
    Starówka jest gwarna i kolorowa, pełni głównie funkcję miejsca spotkań, choć poczuć tu można historyczny klimat Gryzonii. Nad miastem niczym strażnik czasu wznosi się okazała romańsko-gotycka ośmiusetletnia katedra, której majestatyczna sylwetka jest niemym, lecz potężnym świadectwem bogatej spuścizny, zapraszając do zgłębiania dawnych dziejów. Jest dumą i najcenniejszym zabytkiem miasta. Wzniesiono ją w latach 1171-1282 w miejscu starej, pochodzącej z VI wieku świątyni.

    Równie ciekawy jest pochodzący z przełomu XV i XVI wieku barokowy pałac biskupi oraz późnogotycki kościół św. Marcina. Graues Haus z XVIII wieku, mieści bibliotekę i archiwum miejskie. w Muzeum Sztuk Pięknych Gryzonii znaleźć można kolekcję dzieł z regionu, na czele z perłami pędzla samego Alberta Giacomettiego. Historię regionu odkrywa też Muzeum Retyckie. Udając się na niespieszny spacer, warto zwrócić uwagę, jak miasto pamięta o swoich dawnych obwarowaniach, których pozostałościami są wieże i bramy miejskie.

    Obcy z Chur

    W Chur Giger otworzył Giger Bar, który od lat stanowi obowiązkowy punkt na mapie każdego fana jego twórczości. Dodatkowo, w samym sercu miasta, podziwiać można rzeźbę kultowego filmowego bohatera, co stanowi jeszcze jedną atrakcję dla wielbicieli sztuki Gigera. fot. travelerdeluxe

    Szwajcarskie miasto Chur ma także powiązania z postaciami z zaświatów. Jest bowiem miejscem narodzin Hansa Rudolfa Gigera (5 lutego 1940 roku), znanego na całym świecie jako H.R. Giger – malarza, rzeźbiarza, scenografa i projektanta. To właśnie Giger jest twórcą ikonicznej postaci Obcego, a za efekty wizualne do kultowego filmu Ridleya Scotta „Obcy” otrzymał Oscara.
     
    Fascynacja H.R. Gigera mrokiem i dziwnością zrodziła się, gdy jego ojciec, farmaceuta, przyniósł do domu ludzką czaszkę. Zauroczony tym artefaktem, młody Hans zaczął rozwijać swoją niezwykłą pasję. Obsesję tę podsycał, studiując czasopisma z pracami Salvadora Dalí i Jeana Cocteau. Ścieżkę artystyczną rozpoczął od studiów na wydziale architektury i wzornictwa przemysłowego w Zurychu, po czym podjął pracę jako projektant wnętrz, jednocześnie rozwijając swoje pierwsze dzieła. Od 1968 roku w pełni poświęcił się karierze artystycznej.

    Wykreowanie ikonicznej postaci Obcego w filmie "Obcy – 8. pasażer "Nostromo"" oraz wielu elementów tego przerażającego świata, takich jak statek "Derelict" czy tajemniczy "Space Jockey", przyniosło Gigerowi największą sławę. Za swe pomysy przy tworzeniu filmu artysta został uhonorowany Oscarem w 1980 roku.
     
    Artysta otworzył w swoim rodzinnym mieście Giger Bar, który od lat jest obowiązkowym punktem wizyt dla każdego fana jego twórczości. Otoczeni fantastycznymi stworzeniami i szkieletami, mogą delektować się ziemskimi napojami, z lekko upiornym uczuciem przeniesienia do innego świata. Co ciekawe, początkowo bar miał powstać w Nowym Jorku. Jednak kiedy plan się nie powiódł, lokal o ekskluzywnym, gigerowskim wystroju otwarto w Centrum Kalchbuhl w Chur. Całe wnętrze baru, łącznie z meblami, zostało zaprojektowane osobiście przez H.R. Gigera i w pełni nawiązuje on do elementów znanych z filmowego uniwersum Obcego.
    W samym centrum miasta można także znaleźć rzeźbę tego kultowego filmowego bohatera, co stanowi dodatkową atrakcję dla fanów twórczości Gigera.
     
    Hans Rudolf Giger zmarł 12 maja 2014 r w Zurychu. Od 2015 roku skrzyżowanie ulic Vazerolgasse i Storchengasse w Chur nosi nazwę Placu Gigera. Przypomina też o nim prosta tablica pamiątkowa na domu narodzin oscarowego twórcy legendarnego Obcego. 
     

    W podróż czerwonymi wagonikami

     
    Z Chur wybrać się też warto w bajkową podróż. Właśnie tu startuje światowej sławy trasa kolejowa Bernina Express, panoramiczny pociąg zabierających swych pasażerów niezwykłą trasą wiodącą przez imponujące wiadukty, wśród wyjątkowych krajobrazów, nad malowniczymi przełęczami i górami, aż do włoskiego Tirano. Natomiast inna ikona szwajcarskich szyn, Kolej Glacier Express (Ekspres Lodowcowy), rozpoczyna swój bieg w St. Moritz, zatrzymuje się w Chur, by kontynuować podróż aż do Zermatt, oferując kolejne spektakularne widoki.


    ML


    Słowacja | Muzeum Andy Warhola w Medzilaborcach


    To miejsce łatwo przeoczyć w trakcie podróży po południowo-wschodniej Polsce. Może dlatego, że leży na Słowacji? Żadne wytłumaczenie. Muzeum światowej sławy artysty, Andy Warhola, znajduje się tylko 12 kilometrów od przejścia granicznego i 20 km od popularnej polskiej Komańczy. Jak nic, trzeba zrobić szybki wypad do naszych południowych sąsiadów.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Prace Andy Warhol w Muzeum The Broad w Los Angeles. Fot. Travelerdeluxe

    Kim był Andy Warhol. Szybkie przypomnienie. To amerykański artysta, grafik i malarz, twórca nurtu zwanego pop-artem. Do jego najbardziej znanych dzieł należą sitodruki z podobiznami gwiazd takich jak Marilyn Monroe, Brigitte Bardot i Elvis Presley oraz zwykłych rzeczy codziennego użytku jak puszka zupy pomidorowej, coca-cola czy banan wykorzystany na okładce debiutanckiej płyty grupy The Velvet Underground.

    Andy Warhol zmienia nazwisko


    Dlaczego artysta wziął na cel właśnie takie przedmioty? Nieco wyjaśnia to jego wypowiedź dotycząca jednego z napojów.

    - Możesz oglądać telewizję i zobaczyć Coca-Colę i wiesz, że prezydent pije Colę, Liz Taylor pije Colę i pomyśl, że ty też możesz pić Colę - powiedział dziennikarzom.

    Warhol znany jest też ze słynnej sentencji dotyczącej chwilowej popularności, która dana będzie każdemu: "W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut". To ewidentna zapowiedź naszych czasów i zalewu mediów społecznościowych czy programów typu "Big Brother".

    Andy Warhol urodził się jako Andrew Warhola w 1928 roku w Pittsburgu w Pensylwanii. Nazwisko zmienił, a konkretnie tylko je zmodyfikował, nieco przez przypadek. W latach 50., gdy już zaczynał tworzyć pierwsze szkice, jedna z gazet wykorzystała kilka z nich do ilustracji felietonu, lecz podpisała te rysunki błędnie jako Warhol. Ale Andy'emu się to spodobało i od tej pory zaczął używać właśnie tak zapisywanego nazwiska.

    Jego rodzicami byli biedni emigranci łemkowskiego pochodzenia ze wschodniej Europy. Julia i Andrej Warhola pochodzili z małej wsi Mikova na Słowacji. W latach 20. XX wieku wyjechali za chlebem do Stanów Zjednoczonych. Tam też obok Andy'ego urodzili się dwaj jego starsi bracia: Paul i John. Ten drugi odegra dość ważną rolę w powstaniu muzeum brata na Słowacji.

    Jak powstawało muzeum?


    Za początek idei upamiętnienia słynnego artysty w kraju naszych południowych sąsiadów, można uznać rok 1973, kiedy to Michal Bycko, późniejszy nauczyciel sztuki, poznaje na studiach wyższych historię Andy Warhola. Okazuje się, że ten amerykański geniusz ma słowackie korzenie. W trakcie pracy już jako belfer w Medzilaborcach Bycko ustala, że rodzice artysty mieszkali w oddalonej ledwie o 13 km wsi Mykova. Przez ciąg kontaktów mężczyzna dotarł do samego Johna Warholi, o którym już wspominaliśmy, i potwierdził wszystkie informacje dotyczącego pochodzenia rodziny. Sam Andy zmarł 22 lutego 1987 roku w wieku 58 lat. Ziarno jednak zostało zasiane.

    Jeszcze jesienią 1987 roku John Warhola przyjeżdża do Czechosłowacji, by spotkać się z krewnymi. Michal Bycek nie może przepuścić takiej okazji i osobiście spotyka się z Warholą. Panowie rozmawiają o jednym z dzieł Andy'ego, które próbowano odzyskać dla pewnej słowackiej galerii. John jako wiceszef The Andy Warhol Foundation for Visual Arts rzecz jasna zgadza się pomóc. Tak zaczyna kiełkować idea powstania muzeum jego brata, którą John, a potem też drugi z braci, Paul, będą wspierać, również materialnie.

    Dokładnie 28 grudnia 1989 roku statut Muzeum Sztuki Nowoczesnej Andy Warhola w Medzilaborcach został przyjęty, a samo otwarcie placówki nastąpiło półtorej roku później, 30 czerwca 1991 roku. Dziś wstępu do budynku strzeże słynna puszka zupy pomidorowej Campbella. W środku natomiast czeka nas prawdziwa pop-artowa uczta. Są tam dzieła artysty ze wszystkich etapów jego twórczości, jak "amerykańska śmierć", "sztuka ze sztuki" oraz portrety słynnych osobistości. Można też obejrzeć stroje Andy'ego oraz filmy z jego udziałem. Z ważnych dokumentów muzeum posiada oryginał aktu zrzeczenia się dziedziczenia majątku swoich rodziców, dokument potwierdzający pochodzenie artysty oraz kopię aktu jego zgonu. Rzecz jasna wszędzie natkniemy się na podobizny nie tylko samego Andy'ego, ale też jego rodziny. Ogółem zwiedzania jest tak dużo, że warto zarezerwować na to nawet 2 godziny.

    Warto wiedzieć:
    Bilet wstępu do muzeum kosztuje 6 euro, ulgowy 3 euro, bilet rodzinny 12 euro.

    Mateusz Szewczyk


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe


    Kanał Elbląski - droższy niż Wieża Eiffla

    Czy coś, co na świecie funkcjonuje w jednym egzemplarzu, można nazwać cudem świata? Zapewne tak. Kanał Elbląski to prawdziwy fenomen inżynierii wodnej, jedyny w swoim rodzaju na całym globie. Ciekawy tym bardziej, że koszty jego budowy były wyższe, niż słynnej wieży Eiffla w Paryżu. Dzięki Kanałowi Elbląskiemu odkrywamy bajkowe Mazury Zachodnie.

    Rejs Kanałem Elbląskim to niezapomniana przygoda, podczas której można podziwiać unikalną technikę podnoszenia statków oraz piękne krajobrazy. Spokojna atmosfera i piękne widoki Mazur Zachodnich sprzyjają relaksowi i oderwaniu się od codzienności. fot. travelerdeluxe

    Historia Kanału Elbląskiego jest niezwykle pasjonująca. Pokazuje ambicję i przedsiębiorczość ówczesnych ludzi, a także zmienne koleje losu dużych inwestycji. Powstały w XIX wieku jest dziś arcydziełem budownictwa wodnego, wpisanym w 2011 roku na listę Pomników Historii. Co ciekawe, zachwyca nie tyko doskonałością wykonania, ale przede wszystkim wciąż pełnioną funkcją żeglugową.

     

    Jak to się zaczęło?

    XIX wiek przyniósł Mazurom dynamiczny rozwój przemysłu, zwłaszcza drzewnego. Słynna sosna taborska, o wyjątkowo prostych i długich pniach, idealnie nadawała się na maszty okrętowe. Ogromny popyt na rynku światowym sprawił, że powstała pilna potrzeba stworzenia efektywnej sieci transportowej łączącej region z portami nadbałtyckimi. Budowa kanału stała się więc odpowiedzią na to wyzwanie. 
    Mózgiem stojącym za budową Kanału Elbląskiego był Georg Jacob Steenke, niezwykle zdolny pruski inżynier. Jego rewolucyjny pomysł na pochylnie z suchym grzbietem zmienił oblicze europejskiej inżynierii wodnej. Ważny jest jednak fakt, iż pierwowzorem Kanału Elbląskiego był Kanał Morris (Morris Canal) w USA, który dziś już nie funkcjonuje.
    Budowa kanału, rozpoczęta w 1844 roku, była ogromnym przedsięwzięciem, wymagającym nie tylko zaawansowanej wiedzy inżynieryjnej, ale także ogromnych nakładów finansowych i pracy tysięcy ludzi. Dzięki kanałowi Prusy Wschodnie zyskały nowe możliwości rozwoju gospodarczego, a Steenke zapisał się na kartach historii jako twórca jednego z najbardziej niezwykłych dzieł inżynierii wodnej na świecie. Sam kanał przez wiele dziesięcioleci spełniał swoją rolę, a dziś jest jednym z najcenniejszych zabytków techniki na świecie.

    Niezwykłe pochylnie Kanału Elbląskiego

    Kanał Elbląski to doskonałe miejsce dla miłośników historii i techniki. Można tu poznać historię budowy kanału, zobaczyć jak działały pochylnie i dowiedzieć się więcej o życiu mieszkańców regionu w XIX wieku. fot. travelerdeluxe

    Perłą Kanału Elbląskiego są zabytkowe pochylnie z suchym grzbietem, takie jak Buczyniec, Kąty czy Całuny. To właśnie dzięki nim statki, umieszczone na specjalnych wózkach, pokonują różnice poziomów lustra wody. Unikalny system lin i kół wodnych, a w przypadku pochylni Całuny – turbiny Francisa, czyni ten proces niezwykle efektownym i inżynieryjnie fascynującym.
     
     

    Pozwól się oczarować magią Kanału Elbląskiego! Ten niezwykły szlak wodny, pełen historii i tajemnic, zabiera w podróż przez czas i przestrzeń. Podróżując po nim, poczujesz się jak odkrywca, przemierzając Mazury Zachodnie, jeden z najpiękniejszych zakątków Polski.

     
    Jego unikatowe pochylnie, pozwalające na podnoszenie i opuszczanie jednostek, czynią go niezwykle cennym zabytkiem techniki i jedną z największych atrakcji turystycznych Mazur Zachodnich. Przepłynięcie nim jest niezwykłą przygodą dla miłośników żeglarstwa i turystyki. Podróżując po Kanale Elbląskim można "popłynąć po trawie", podziwiać niezwykłe pochylnie, malownicze krajobrazy i poczuć atmosferę XIX wieku. Rejsy pasażerskie odbywają się tu regularnie od 1927 roku i cieszą się niezmienną popularnością. Największą flotę statków posiada Żegluga Ostródzko-Elbląska, oferująca różnorodne trasy. Jednak w rejs można wyruszyć nie tylko statkiem pasażerskim, ale też kajakiem lub jachtem motorowym. 
     

    Rejs po trawie. Jak to działa?

    Wyprawa po Kanale Elbląskim jest unikalnym doświadczeniem. To jedyne takie miejsce na świecie, gdzie można zobaczyć, jak statek "spaceruje" po zielonej pochylni fot travelerdeluxe.
     
    Na Kanale Elbląskim znajduje się kilka pochylni. Są to konstrukcje, na których umieszczony jest wózek z szynami. Statek wpływa na ten wózek, a następnie wraz z nim jest przesuwany po pochylni w górę lub w dół, pokonując różnicę poziomów terenu.
    Chociaż powszechnie określa się to "rejsem po trawie", statki nie poruszają się bezpośrednio po trawie, ale po specjalnych drewnianych podkładach, które układane są na pochylniach. To właśnie ten sposób poruszania statku, przypominający jazdę po zielonym torze, nadał tej formie żeglugi tak oryginalną nazwę.
     

    Ile kosztował kanał?

     
    Złożony system Kanału Elbląskiego, o łącznej długości 151,7 km, jest dowodem na niezwykłe umiejętności inżynierów XIX wieku. Sieć kanałów, łącznie z takimi odnogami jak Kanał Iławski czy Kanał Jagielloński, świadczy o skali i złożoności tego przedsięwzięcia. Budowa Kanału Elbląskiego wymagała pokonania wielu wyzwań technicznych. Różnica poziomów wynosząca 103,4 metra oraz znaczna długość trasy, zwłaszcza między Ostródą a Elblągiem, były poważnymi przeszkodami, którym inżynierowie musieli podołać.
    Budowa Kanału Elbląskiego była też niezwykle kosztownym przedsięwzięciem. Szacuje się, że wydatki na tę inwestycję przekroczyły o około 10 proc. koszty budowy słynnej wieży Eiffla w Paryżu. Wartość poniesionych nakładów odpowiadała wówczas wartości 2,4 tony złota – niewyobrażalnej sumie jak na owe czasy. Na szczęście, choć koszty budowy były ogromne, inwestycja ta szybko się zwróciła, przynosząc znaczne korzyści gospodarcze dla regionu.

    Kanał w Olsztynie? Był taki pomysł

     
    Pomysł przedłużenia Kanału Elbląskiego do Olsztyna powstał jeszcze w XIX wieku. Plan, który powstał z czasem, zakładał rozbudowę kanału o 30 km, z początkiem w Ostródzie i końcem nad Jeziorem Ukiel w Olsztynie. W pobliżu obecnego kąpieliska miejskiego w Olsztynie miał powstać port przeładunkowy, połączony z linią kolejową Olsztyn-Morąg. Inwestycja ta miała znacznie ułatwić transport towarów z Warmii i Mazur do portów nad Bałtykiem, a także ożywić gospodarkę regionu.

    Projekt był bardzo ambitny i naprawdę bliski realizacji. Niestety, z powodu braku funduszy oraz zmiany priorytetów gospodarczych, plan ostatecznie upadł. Choć rozbudowa Kanału Elbląskiego do Olsztyna nie doszła do skutku, sama idea pozostaje fascynująca. Pokazuje ona innowacyjność ówczesnych inżynierów i ich wizję rozwoju regionu.


    TdL

    Za poznanie historii i zakamarów Kanału Elbląskiego dziękujemy Zachodniomazurskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej. 

    Muzeum Wsi Lubelskiej. Podróż do przeszłości

    By dotrzeć do Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie, trzeba wyjechać poza centrum miasta i zarezerwować sobie zdecydowanie więcej czasu niż godzinę. Powodów jest kilka - po pierwsze teren jest rozległy, po drugie to miejsce naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni.


    Otoczenie jest szalenie malownicze i urocze. Nie dziwi więc, że młode pary przyjeżdżają tu na sesje ślubne. Można się tu poczuć trochę jak planie filmowym, a trochę jak u babci. W wiejskiej chałupie na Roztoczu zapomnieć o bożym świecie, podobie jak w kameralnej knajpce sprzed stu lat. Jest stara poczta z wielkimi drewnianymi stemplami, szewc, cholewkarz, szynk, fryzjer, małe żydowskie sklepiki, nawet dentysta. 

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum, które często nazywane jest też skansenem, jest jednym z największych tego typu obiektów w Polsce. To muzeum żywe - po podwórkach małych domostw spacerują kury i kaczki. Od lat jedną z tutejszych atrakcji są zwierzęta, poza drobiem swój dom mają tu konie, krowy, owce, kozy i gołębie. Można je nie tylko oglądać, ale – jeśli pozwolą – także pogłaskać. W piecach piecze chleb według przepisów sprzed lat. Rynek muzealnego miasteczka często ubarwią kolorowe kramy pełne rękodzieła, zabawek, słodyczami i produktami regionalnymi. Są pokazy wyrobu tradycyjnych wiązanek, wypieku cebularzy i poszywania dachu słomą. Można też uczestniczyć w sianokosach, albo zorganizować piknik. Dzieci poczują się tu rewelacyjnie.

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

     Ekspozycja w skansenie podzielona jest na siedem części – w każdej są zabudowania z różnych regionów. Są budynki z okolic Lublina, z Roztocza z m.in. cerkwią greckokatolicką z Tarnoszyna, jest sektor Powiśla, w którym można popływać pychówką, jest także część z zabudowaniami dworskimi. Najbardziej zaskakujące jest miasteczko, w którym zajrzeć można do dentysty, sklepów, pospacerować między zabudowaniami prowincjonalnego miasteczka dawnej Lubelszczyzny. To prawdziwy majstersztyk architektoniczny.

    Warto wiedzieć. Jak powstało Muzeum Wsi Lubelskiej

    Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

    • Muzeum Wsi Lubelskiej założono w 1960 roku, a pod obecną nazwą istnieje od 1970 roku.
    • Ekspozycja podzielona jest na kilka sektorów: Wyżyna Lubelska (z wiatrakiem holenderskim, kuźnią, kapliczką, olejarnią, studnią i wiejskimi zagrodami), zespół dworski (ulokowano tu dwory z XVIII i XIX wieku, spichlerze i kopiec widokowy), miasteczko (z zabudowaniami prowincjonalnego miasteczka z ratuszem, młynem, kościołem i domami) i wiele innych.
    • Teren można zwiedzać indywidualnie lub z przewodnikiem.
    • Na terenie muzeum często odbywają się też jarmarki, festyny, dożynki i wiele innych wydarzeń.
    • Bilety: normalny, ulgowy, dzieci do lat 7 gratis.

     

    Jak dotrzeć


    • Umiejscowiony jest w lubelskiej dzielnicy Sławin, przy trasie wylotowej w kierunku Warszawy. Przy wejściu od ul. Warszawskiej znajduje się parking. Można tu też dotrzeć autobusami komunikacji miejskiej: 18, 20, 30, 37.

     TdL


    Rekord pobity. Oto najdłuższy lot świata

    Rok 2025 w branży lotniczej zostaje zamknięty prawdziwym rekordem. W grudniu ruszyła spektakularna, najdłuższa trasa pojedynczego lotu na świecie. China Eastern Airlines uruchomiły ją na trasie z Szanghaju do Buenos Aires, z krótkim postojem technicznym w Nowej Zelandii. To prawie 20 tysięcy kilometrów w powietrzu, których pokonanie zajmuje aż 29 godzin.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe


    China Eastern Airlines uruchomiły ją na trasie z Szanghaju do Buenos Aires, z krótkim postojem technicznym w Nowej Zelandii Fot. China Eastern Airlines 


    W Argentynie mieszka około 60 tysięcy rodowitych obywateli Chin (choć faktycznie może być ich nawet 200 tys.), stąd pomysł, by uruchomić dla nich specjalny, bezpośredni lot do ojczyzny. Mimo że to tylko oficjalny powód uruchomienia nowego kierunku, zapewne chodzi też o marketingowe pokazanie potęgi chińskiego państwa. W końcu wszyscy mówią teraz o światowym rekordzie dla pojedynczego lotu, a ustanowiły go China Eastern Airlines.  

    Pierwszy lot odbył się 4 grudnia. Zabierający na pokład 316 osób Boeing 777 wystartował z Shanghai Pudong International Airport. Obecna technologia nie pozwala jeszcze na pokonanie 20 tysięcy kilometrów bez dodatkowego tankowania, stąd dwugodzinny postój w Auckland, największym mieście Nowej Zelandii. W tym czasie pasażerowie pozostawali na pokładzie Boeinga. Po 25 godzinach maszyna wylądowała na Ezeiza International Airport w Buenos Aires.  

    Skoro „tylko 25 godzin” to jaki to rekord? Trik kryje się w drodze powrotnej z Argentyny do Chin. Z powodu panujących właśnie na tym kierunku silnych wiatrów, czas przelotu wydłuża się aż o 4 godziny, to niebotycznych dwudziestu dziewięciu. 

    Do tej pory jednymi z najdłuższych rejsów były prawie 20-godzinne loty na trasie Singapur - Nowy Jork, Perth - Londyn oraz Auckland - Nowy Jork. 

    Mateusz Szewczyk 

    Obserwuj nas na Instagramie: traveler_deluxe

    Marsylia na talerzu - przewodnik kulinarny

    Marsylia smakuje, zanim jeszcze usiądziesz do stołu. W powietrzu unosi się zapach oliwek, czosnku i świeżo złowionych ryb, a uliczne targi tętnią kolorami i rozmowami mieszkańców. Każdy krok wąskimi uliczkami czy nad brzegiem portu to podróż przez historię i kulturę regionu, a lokalne bary i knajpki są sercem tej opowieści. Ten mini przewodnik zabierze Cię w kulinarną podróż po Marsylii, od aromatycznej kawy, przez tradycyjne potrawy rybne, po słodkie ciasteczka, które pachną Morzem Śródziemnym i historią miasta.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    W Marsylii w powietrzu unosi się aromat czosnku, oliwy i morza, a targi pulsują kolorem, życiem i historią fot. travelerdeluxe

    W Marsylii kawa to więcej niż napój, to podstawa życia. Spacerując po mieście, zauważyłam, że w lokalnych barach kawa bywa tańsza niż woda, a barów jest tu więcej niż piekarni, co we Francji samo w sobie jest ewenementem. Podgryzałam przy tym Fougasse, lokalny chleb z oliwkami lub ziołami, chrupiący i pachnący jak całe miasto.

    Kuchnia Marsylii jest nierozerwalnie związana z morzem i handlem śródziemnomorskim. Królową lokalnych stołów jest Bouillabaisse, marsylska ikona kulinarna. Pierwotnie „danie biedaków” -  rybacy gotowali ryby niesprzedane na targu, dodając warzywa, czosnek, szafran i oliwę. Dziś to rytuał: ryby podawane osobno, wywar w misce z grzankami i sosem rouille. Każda restauracja ma własną recepturę, ale idea pozostaje niezmienna: świeże ryby i lokalne przyprawy.

    W centrum można spróbować Aioli, warzywa i gotowana ryba w aromatycznym sosie czosnkowym, albo lekkiej Tapenade, pasty z oliwek, anchois i kaparów, podawanej na pieczywie. Jako uliczną przekąskę skusiłam się na Panisse, smażone placki z mąki z ciecierzycy, idealne do podjadania w biegu.

    Marsylia była też jednym z pierwszych portów we Francji, gdzie pojawiła się pizza, wcześniej niż w Paryżu, ale królują tu ryby. Sardinade, grillowane sardynki serwowane w portowych festynach i restauracjach, pachną morzem. Owoce morza - krewetki, kalmary, małże - to codzienność nad brzegiem.

    Mięsożercy znajdą coś dla siebie w tradycyjnych daniach jak Pieds et paquets, jagnięce nóżki i flaki duszone w ziołowym sosie, serwowane w historycznych restauracjach Le Panier.

    A na deser? Navettes - małe ciasteczka w kształcie łodzi, które od wieków piecze się na święto Ofiarowania. W Marsylii wszystko smakuje historią, morzem i kulturą śródziemnomorskiego życia – od pierwszego łyka kawy po ostatni okruch ciasteczka.

    Magdalena Lalik

    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe